Urodowe love - twarz


Dziś chciałabym Wam pokazać kilka alternatyw dla drogeryjnych kosmetyków. Zrobienie czegoś samemu wydaje się nawet prostsze niż zakup w sklepie. Nie muszę się zastanawiać czy firma należy do korporacji, czy testuje na zwierzętach, jaki ma skład, czy zawiera składniki odzwierzęce.. To naprawdę spędza sen z powiek, bo jednego dnia cieszysz się, że firma jest wolna od okrucieństwa, a już następnego zastanawiasz się dlaczego przeniosła się do Chin i musisz z niej rezygnować.


TONIK Z NATKI PIETRUSZKI (źródło: klik)
źródło zdjęcia: http://dieta-detox.pl/tematy/przepisy-kulinarne/produkty/natka-pietruszki/
Potrzebujemy pęczek pietruszki, 150ml przegotowanej zimnej wody i butelkę. 
Należy posiekać pęczek pietruszki, zalać wodą i odstawić na 12 godzin. Następnie odcedzamy wodę i możemy przelać płyn do wygodnego naczynia, np. butelki z atomizerem. Tonik przechowujemy w lodówce, ważny jest 10-14 dni.

Próbowałam i będę do tego wracać. Moja mama stosuje ten tonik na rozbudzenie się wczesną porą. (;


METODA OCM (źródło: klik)
źródło zdjęcia: http://thegoodcalorie.com/not-all-oils-are-created-equally/
 
Główne założenie tej metody "olej rozpuszcza olej". 

Potrzebujemy:
  • oleju bazowego (zimnotłoczonego, nierafinowanego, np. ze słodkich migdałów),
  • oleju rycynowego (można kupić w aptece),
  • szmatki z mikrofibry
Proporcje oleju bazowego wobec rycynowego są różne i zależą od typu cery:
skóra tłusta : 30% oleju rycynowego + 70% oleju bazowego
skóra normalna: 20% oleju rycynowego + 80% oleju bazowego
skóra sucha : 10% oleju rycynowego + 90% oleju bazowego

1. Na nieumytą twarz nakładamy odrobinę mieszanki.
2. Wykonujemy delikatny masaż twarzy.
3. Moczymy ściereczkę mikrofibrową w bardzo ciepłej wodzie, lekko ją wykręcamy i nakładamy na twarz. Czekamy chwilę. Powtarzamy to jeszcze raz. 
4.Na koniec moczymy ściereczkę w zimnej wodzie i nakładamy na twarz.

O OCM można poczytać bardzo dużo. Ja tutaj chcę tylko zachęcić do tego sposobu. U mnie się bardzo sprawdza. ;)


TONIK Z OCTU JABŁKOWEGO (źródło: klik)
źródło zdjęcia: http://jedzabyzyc.blox.pl/
Na 100 ml wody mineralnej dajemy 5 ml ekologicznego octu jabłkowego (chodzi o to, by na spodzie miał osad).


Tonik z pietruszki i OCM stosowałam i mogę śmiało polecić. Z octu jabłkowego jeszcze nie, dopiero dziś kupiłam ekologiczny ocet i od jutra działam. Wydaje mi się, że to ciekawe rozwiązania - tanie, ekologiczne i oczywiście wegańskie. :))) Znacie jeszcze inne ciekawe pomysły urodowe i wegańskie?



Zobacz więcej >

Truskawka i rabarbar na poprawienie nastroju

To nieprawda, że robimy postanowienia i narzucamy sobie zakazy na Nowy Rok. To nieprawda, że początek roku skłania nas do największych przemyśleń. Przynajmniej w moim przypadku. Mija połowa roku, a ja zastanawiam się nad ostatnimi latami. Pięć lat. Pięć przeprowadzek, trzy miasta w trzech różnych województwach. Jedne prawie skończone studia. Zaczynam sądzić, że pięcioletnimi studiami można zabić w sobie pasję. Psychologia z niesamowitej dziedziny staje się dla mnie coraz bardziej męczącym tematem. Czuję, że pierwszy raz w życiu docieram do momentu, w którym podejmę najważniejsze decyzje w życiu. Choć z boku mogło się wydawać, że radykalne decyzje podejmuję stosunkowo często. Oj tam, zobaczymy co to teraz będzie. Ale nie, nie planuję zmian. To życie.
Do tego słucham samych smutnych piosenek. Lubię napawać się takimi momentami, kiedy pogoda i muzyka są adekwatne do mojego nastroju. Lubię, kiedy deszcz dudni o parapet, a ja prawie zatrzymuję czas. Robię to właśnie teraz.

Ja wiem, że na blogach kulinarnych raczej powinny się pojawiać przepisy i słodkie słowa. Smutek odrzuca, a pesymizm nie jest sexy. Nigdy nie płynęłam z tłumem. Owszem, lubię czytać słowa w stylu "uwierz w siebie", "pogódź się z tym co było" i "kochaj wszystkich", ale nie do końca wierzę w peace&love. Wiem, że świat nie stanie się bardziej sprawiedliwy przez to, że mój przyjaciel pokocha swoich wrogów. Wierzę w działanie, a dopiero potem w miłość do świata.

Kiedy mam gorsze chwile, wcale nie gotuję specjalnie mniej lub więcej. Może tylko mniej/bardziej wymyślnie. Musicie coś jeszcze wiedzieć. Lubię robić i jeść na przekór. To co wam dzisiaj polecę, kojarzy się bardziej ze słonecznym dniem. I zgadza się. Jak było naprawdę ciepło, kupiłam truskawki i rabarbar. Dopiero jak się zrobiło deszczowo, powstało coś pysznego. Polecam zarówno na smutne dni, jak i te kolorowe. Idealne zamiast wyżerania lodów z kubełka w poczuciu winy, jak to się dzieje w tych amerykańskich filmach. Idealne też na spotkanie z połówką, przyjaciółmi, wrogami, kochaną/ nielubianą rodziną. Niepotrzebne skreślić czy też zaznaczyć wszystko. Gwarantuję, że nawet najbardziej wybredni się skuszą, o.

To, co zaczynamy?







Muffiny z truskawkami i rabarbarem
(od theKitchn
  • 1 szklanka mleka roślinnego (jeśli sojowego to pół na pół z wodą)
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego + 1 łyżeczka sody
  • 2/3 szklanki cukru (lub mniej, mi wyszło naprawdę słodkie)
  • 1/4 szklanki oleju
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub ostatecznie torebka cukru waniliowego)
  • 1 szklanka drobno pokrojonego dojrzałego! rabarbaru
  • 1 1/2 szklanki posiekanych truskawek
  •  2 1/2 szklanki mąki (w tym 1 szklanka razowej)
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki soli

Mieszamy w misce mąkę, sodę, kardamon i sól. Wrzucamy pokrojone owoce i mieszamy, podrzucamy, machamy łapkami, aż owoce obtoczą się suchą mieszanką. Dzięki temu owoce nie powinny opadać na dno. Następnie wlewamy mokre składniki (mleko, ocet, olej) + cukier. Mieszamy i nakładamy do foremek. Nastawiamy piekarnik na 180° i pieczemy ok. 25 minut aż do suchego patyczka. 

Jak macie piekarnik nie pokazujący temperatury, tak jak u mnie, też się uda! :)



Przepis bierze udział w akcji:


Zobacz więcej >

ciasteczka owsiane

Jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Desery, ciasta i ciasteczka, torty, muffinki, czekolada, krówki (wegańskie), sorbety, mus czekoladowy, nutella domowej roboty, dżemy, słodkie koktajle, cokolwiek z dodatkiem malin lub jagód i jestem w niebie! Tak, przyznaję się, bez problemu mogłabym codziennie zjadać tabliczkę czekolady, pół kubełka lodów albo spory kawał ciasta. Nie robię tego z czystej przyzwoitości i tego, że pewnie nie przeszłabym przez drzwi, gdybym tak robiła codziennie. Tej miłości do słodkości na szczęście po mnie nie widać.

Tylko pozostaje pytanie.. co ma zrobić biedna weganka, która nie ma pod ręką nic słodkiego, w najbliższym sklepie znajdzie co najwyżej gorzką czekoladę, a czas (i humor) nagli..? :) Ciaaaasteczkaaaaaa! Powiem Wam. Te ciasteczka może zrobić każdy, nie wychodząc z domu. No, byleby mieć margarynę, reszta w domu zawsze być powinna. Ciekawa jestem, czy by wyszło z jakimś innym tłuszczem, bo nigdy nie przepadam za margaryną, zwłaszcza że o wegańską tak łatwo nie jest jak się wydaje.

Muszę tu pochwalić Roślinożerkę za przepis cud miód, który zawsze ratuje.


Ciasteczka owsiane Roślinożerki
  • 150 g margaryny wegańskiej
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych (zawsze pomijam)
  • 1 szklanka muesli
  • 1/3 szklanki suszonej żurawiny (u mnie zazwyczaj rodzynki)
  • 2 łyżeczki syropu klonowego (syrop z agawy a nawet sztuczny miód też się nada)
  • 1 szklanka mąki razowej
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
 Mieszamy cukier, mąkę, płatki owsiane, muesli, sodę, proszek do pieczenia i suszoną żurawinę/rodzynki. Margarynę rozpuszczamy i dodajemy do niej syrop klonowy. Suchą masę zalewamy margaryną i dokładnie mieszamy. Roślinożerka następnie rozsypuje wiórki kokosowe i na nich układa ciasteczka. Ja to pomijam, ciasteczka i tak mi nigdy nie przywierają do blachy. :) Pieczemy przez 15 minut w temperaturze 180 stopni.

Od siebie dodam, że ciastka mają zupełnie inną konsystencję w zależności od tego czy się najpierw rozpuści margarynę i ją doda czy też doda się ją po prostu miękką. W tym drugim przypadku czeka nas więcej pracy, ale efekt jest inny, ale równie zadowalający.

Tym wypiekiem jest łatwo przekonać do weganizmu (a przynajmniej tego przepisu) zatwardziałych mięsożerców. Moja mama zaniosła kiedyś te ciasteczka do pracy, a skończyło się na tym, że wszyscy jej wyjedli, a ja potem musiałam każdemu wysyłać przepis. Także polecam!
Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka