Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (nie)testowane na zwierzętach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (nie)testowane na zwierzętach. Pokaż wszystkie posty

Wegański balsam DIY


Jakiś czas temu zrobiłam spore zakupy w sklepie z półproduktami kosmetycznymi i zaczęłam szaleć z miksturami. Trochę się obawiałam, że mój słomiany zapał doprowadzi do zakurzonych produktów i niczego więcej, tak się na szczęście nie stało. Zaczęłam tworzyć wodę micelarną, różnego rodzaju sera do twarzy, toniki i w końcu także coś, co stanowi podstawę mojej pielęgnacji czyli balsam do ciała. Bazowałam na przepisie z Ecospa. Długo zastanawiałam się czy wrzucić post na ten temat. Większość kosmetyków, jakie robię jest bardzo prosta. Często nie trzeba mieć specjalnych akcesorów, elektronicznej wagi ani termometru. Tutaj ciężko byłoby obyć się bez tego. Bezpośrednio po wykonaniu balsamu rozchodzi cudowny zapach za sprawą olejku eterycznego. Wykorzystałam olejek palmaroza, ale każdy inny też świetnie się sprawdzi.

Wegański balsam DIY
♥ 154 g wody
♥ 11 g gliceryny
♥ 15,4 g oleju Alterry
♥ 22g nierafinowanego masła kakaowego
♥ 11 g biobazy emulgacyjnej
♥ 4,4 g tlenku cynku (opcja)
♥ 40 kropli eco konserwantu płynnego
♥ kilka kropel olejku eterycznego (opcja)

W jednej zlewce odmierzam wodę i glicerynę. W drugim naczyniu odmierzam biobazę, olej i masło kakaowe. Oba naczynia umieszczam w łaźni wodnej i podgrzewaj do temperatury 65-70 st. C. Fazę tłuszczową (olej + masło) podczas podgrzewania mieszam. Temperaturę na bieżąco sprawdzam termometrem (elektronicznym z metalową sondą). Podczas podgrzewania warto przykryć naczynia na przykład jakąś pokrywką, żeby poszło szybciej i żeby składniki częściowo nie wyparowały.
Gdy tylko biobaza rozpuści się i temperatura w obu zlewkach będzie podobna ok. 65-70 st. C wyjmuję z łaźni zlewkę z fazą tłuszczową. Fazę tłuszczową wlewam do fazy wodnej cienkim strumykiem jednocześnie mieszając.
Zlewkę z połączonymi fazami wyjmuję z łaźni. Emulsja będzie powoli stygła i jednocześnie będzie się zagęszczać. Gdy emulsja schłodzi się do temperatury ok. 35 st. C dodaję do emulsji małymi porcjami tlenek cynku oraz eco konserwant. Na koniec przekładam balsam do opakowania.



Jeśli macie ochotę na więcej kosmetycznych wpisów, postaram się coś od czasu do czasu napisać. :)
Zobacz więcej >

Make Me bio

Weganizm to nie tylko wspaniałe, pyszne jedzenie. To także wybór w kwestii kosmetyków. Dziś chcę wam pokazać krem Make me Bio. To polska firma, która tworzy naturalne kosmetyki na bazie składników roślinnych.



O kremie od firmy: Krem przeznaczony do walki z niedoskonałościami skóry. Zmniejsza zaczerwienienia i zapobiega błyszczeniu. Olejek drzewa herbacianego łatwo przenika przez skórę i pomaga w walce z bakteriami beztlenowymi wywołującymi zmiany trądzikowe. Krem polecany jest również pod makijaż. Dzięki lekkiej konsystencji krem szybko się wchłania, zapewniając komfort problemowej skórze.

Skład: Aqua, vegetable glycerin, emulsifying wax NF, *organic Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Oil , Macadamia Ternifolia Seed Oil , Capric Triglyceride (fractionated coconut, *organic Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit , stearic acid, phenoxyethanol, xantham gum, Centella asiatica (gotu kola extract), Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract , Fragaria vesca (strawberry) fruit extract, Citrus medica limonum (Lemon) fruit extract, melaleuca alternifolia (tea tree) oil, Solanum Lycopersicum (tomato) leaf extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) essential oil. * Składniki organiczne 


Krem jest zamknięty w ciemnym słoiczku, to chyba najlepsze opakowanie kosmetyku, z jakim miałam do czynienia. Krem ma odpowiednią konsystencję, dobrze się nakłada. Ma przyjemny zapach. Dobrze nawilża, nie powoduje ściągania skóry. Dzięki zawartości olejku herbacianego pomaga zmniejszać niedoskonałości skóry. Trzeba brać pod uwagę, że nie będą to duże zmiany. W moim przypadku krem najlepiej sprawdzał się w połączeniu z serum z witaminą C, choć w wersji solo także był dobry. 
Opakowanie zawiera 60 ml kremu. Produkt jest wydajny, więc wystarczy na kilka miesięcy użytkowania. Krem nie jest tani, można go kupić za 45-50 zł. Mimo to jest warty spróbowania. Rzadko kiedy można w jednym kremie znaleźć tyle naturalnych, odżywczych składników dla skóry. 


Krem mogłam przetestować dzięki współpracy ze sklepem Eco Świat.
http://www.ecoswiat.pl/
Zobacz więcej >

Wegańskie szampony bez SLS

Dzisiaj mam dla Was kosmetyczny post. Ostatnio można by pomyśleć, że blog jest w 100% kulinarny. ;) O nie testowane na zwierzętach szampony z wegańskim składem nie jest tak trudno. Wbrew pozorom nie muszą być dużo droższe od testowanych na zwierzętach odpowiedników, w dzisiejszym poście skupiłam się na szamponach do 30 zł. Uważam, że droższe nie są warte swej ceny, lepiej zainwestować w organiczny olej czy porządną maskę do włosów. W przypadku szamponów największy problem to dostanie ich stacjonarnie. Z tym można sobie poradzić ograniczając się do kilku opcji dostępnych w drogerii lub robiąc bardziej przemyślane zakupy przez internet. Jeśli robię zakupy internetowo, szukam sklepów z szerokim asortymentem, dzięki temu często udaje mi się kupić wszystko w jednym miejscu. 

Wegańskie szampony bez SLS:

Faith in nature 
 Zamiast SLS występuje ALS, certyfikat Vegan Society. Wersja czekoladowa jest moim zdaniem najlepsza, rządzi pod względem zapachu, konsystencji (gęstsza niż w wersji z konopią czy żurawiną) i działania.
ok. 19 lub 28 zł (w zależności od rodzaju szamponu) / 400 ml
dostępność: Vegekoszyk, Puregreen

Alterra 
 Każda wersja jest wegańska poza wersją makadamia-figa. Zamiast SLS występuje SCS.
9,49 zł / 200 ml (często są promocje)
dostępność: Rossmann

Alverde 
Najlepsze szampony, jakie miałam. Cała seria morela i pszenica jest moim odkryciem tego roku. Szampony mają certyfikat Vegan Society. Trochę różnią się konsystencją, niektóre mają gęstą konsystencję (porównywalną do Alterry), a inne mają konsystencję wody i tych nie polecam (np. wersji do włosów blond). Zamiast SLS jest ALS.
ok. 10-15 zł / 200 ml
dostępność: drogerie DM (poza Pl), allegro, drogeriajoanna, drogerianiemiecka

Babydream
szampon 4,99zł / 250 ml
żel do kąpieli 9,99zł / 500 ml
kremowy płyn 7,99zł / 300 ml
dostępność: Rossmann

Facelle
 4,99 zł / 300 ml (często jest w promocji po 3,49zł)
dostępność: Rossmann

Sante
Zamiast SLS występuje SCS. Ostatnio te szampony są coraz mniej dostępne, a szkoda.
20 zł / 200 ml, 36zł / 500ml, 49zł / 950ml
dostępność: Organeo

Lavera
Zamiast SLS jest SCS. Szampony mają certyfikat Vegan Society.
25 zł / 200 ml 
dostępność: Organeo

Eco Cosmetics
Znajduje się na liście Vegan Society.
 26 zł / 200 ml
dostępność: Organeo, Sweet Piggy

Green Pharmacy
Zamiast SLS jest SMS.
7-8 zł / 350 ml
dostępność: Rossmann, Drogeria Natura


Na liście nie znalazły się szampony Neobio oraz Bentley Organic, mimo że mają skład wegański. Według informacji sprzed pół roku firmy te są obecne na rynku chińskim.
Jeśli macie uwagi, pytania do powyższej listy lub coś jeszcze byście dodali, piszcie.
W dzisiejszym poście pojawiły się być może niezrozumiałe skróty (SLS, ALS, SCS), to detergenty w szamponach, po więcej w tym temacie odsyłam do postu Kascysko
Zobacz więcej >

Ziaja (nie) testuje na zwierzętach?

Wytłumaczenie komuś na czym polega weganizm jest bardzo proste. Trudniej jest jeśli próbuję wyjaśnić kwestię testów na zwierzętach. Jest to bardzo zawiłe, a od czasu wprowadzenia ustawy przez Chiny o nie testowaniu na zwierzętach dużo osób się w tym gubi. Wiem, że przez to można się zniechęcić. Dlaczego? Bo taka osoba dowiaduje się o listach testujących i nie testujących firm, do tego są korporacje które wchłonęły mniejsze firmy i czasem trudno się połapać kto na tym się tak naprawdę wzbogaca, do tego fakt, że w każdej chwili lista może się zmienić (więc nie wiadomo czy jest aktualna), do tego próby dowiedzenia się prawdy, pisanie e-maili do firm i otrzymywanie tylko połowy odpowiedzi, a jeśli już odpowiedzi się pojawiają to są zawiłe, często nie zmieniające nic ("nie testujemy na zwierzętach, ponieważ wg prawa UE jest to zakazane"), do tego wątpliwości co do składu (czy aby na pewno ten kwas mlekowy jest pochodzenia roślinnego i czy na pewno nie zlecono testowania tego składnika przez inną firmę?) i do tego wszystkiego sprawa Chin. Wypadałoby do tej litanii dodać jeszcze dyskusje na forach i facebooku, w których bardzo często padają nieprawdziwe wiadomości. Da się to wszystko zrozumieć, naprawdę, tylko trzeba chcieć i czasem szukać informacji.


Kilka dni temu trafiłam na informację o Ziaji i sprzedaży w Chinach:

"Witamy, dziękujemy za kontakt i zainteresowanie firmą Ziaja. Jeśli chodzi o eksport naszych produktów do Azji, to nasze produkty można kupić m.in. w Chinach."

Sprzedaż w Chinach oznacza testy na zwierzętach. Zwątpiłam i wiem, że nie tylko ja. Napisałam im kolejny e-mail w celu wyjaśnienia. Byłam przekonana, że nie wycofają się z Chin, oto ich odpowiedź:

"Uprzejmie informuję, że kosmetyki Ziaja nie są eksportowane do Chin. Wiemy, że zgodnie z obowiązującym w Chinach prawem kosmetyki w  trakcie procesu rejestracji importowej testowane są na zwierzętach. Z tego właśnie względu podjęliśmy decyzję, aby nie wprowadzać produktów Ziaja na rynek chiński. Produkty Ziaja nie były więc poddawane procedurze rejestracyjnej i w związku z tym nie były testowane na zwierzętach."

Na facebooku dodatkowo napisali: "Jeśli chodzi o rynek chiński, nasza firma podjęła decyzję, że wycofuje się ze starań wejścia na niego (nie prowadziliśmy jeszcze sprzedaży)."

Wygląda na to, że możecie w dalszym ciągu kupować produkty Ziaji. Oczywiście zostaje jeszcze kwestia tego jakie macie nastawienie do firmy deklarującej nie testowanie na zwierzętach, a jednoczesną sprzedaż produktów farmaceutycznych.
Napisałam dzisiaj o Ziaji dlatego, że pojawiło się kilka sprzecznych komunikatów. Najpierw o sprzedaży w Chinach, później o wycofaniu się. Czasem bywa tak, że trafiamy tylko na pierwszą informację, która okazuje się, że nie jest ostateczna, a może nas zmylić.

DOPISEK ODNOŚNIE ZIAJI:
Wydawało się, że Ziaja zmądrzała, że wycofała się z Chin z powodów etycznych. Prawdopodobnie nie udało im się wejść na ten rynek z innych powodów np. wymogów prawnych odnośnie rejestracji. Oceńcie sami, oto wypowiedź Ziaji sprzed roku:
"Jesteśmy w trakcie długotrwałego i kosztownego procesu rejestracji. Na poszczególnych jego etapach napotykamy na problemy, które opóźniają ten proces. W tym momencie sprostanie wymogom prawnym związanym z rejestracją produktów oceniamy jako największe wyzwanie – deklaruje Katarzyna Śpiewak, International Sales Manager Deputy w Ziaji." (źródło)

Przy okazji facebookowej dyskusji o Ziaji po raz kolejny spotkałam się z tym, że wiele osób zmyliła decyzja władz Chin o zniesieniu konieczności przeprowadzania testów na zwierzętach. Mimo że zmiana ta obowiązuje już od dłuższego czasu wyjaśnię w skrócie o co chodzi. Mam nadzieję, że to zmniejszy choć trochę wątpliwości.

www.crueltyfreekitty.com/cruelty-free-101/china-animal-testing/
Chiny częściowo zniosły testowanie produktów na zwierzętach. Tylko częściowo, ponieważ:
  • Firmy produkujące kosmetyki w Chinach nie mają obowiązku testowania produktów na zwierzętach.
  • Nadal muszą być testowane kosmetyki specjalistyczne (np. chroniące przed słońcem, farby do włosów, dezodoranty).
  • Nadal mogą być testowane produkty z importu czyli wszystkie zagraniczne firmy muszą się liczyć z tym, że wejście na rynek chiński równa się testom na zwierzętach.
Zobacz więcej >

Zakupy cruelty-free w Rossmannie

Sprawdzanie kosmetyków pod względem testów na zwierzętach i składników odzwierzęcych jest sprawą bardziej teoretyczną. Co innego jeśli ruszymy na poszukiwanie tych kosmetyków w sklepach i możemy mieć wrażenie, że łatwiej znaleźć czterolistną koniczynę niż fajny produkt cruelty-free. Dlaczego? Jak ma się takie wymagania jak moje, na przykład chce się mieć deo-roll bez aluminium (więc ałun też odpada) albo szampon bez sls i pochodnych, a najlepiej jeszcze żeby te kosmetyki nie kosztowały fortuny to zawęża się poszukiwania. Nie żeby te produkty były nie do zdobycia, ale wydaje się, że większość z nich jest dostępna tylko internetowo, a niektóre z nich trzeba nawet sprowadzać z zagranicy. 
Na początku moich poszukiwań obraziłam się na wszelkie drogerie sądząc że nic albo prawie nic tam nie znajdę dla siebie. Ufałam wtedy jeszcze deklaracjom producentów i zachwycałam się rosyjskimi kosmetykami, bo tanie, z cudownym składem i jeszcze lepszym działaniem, a do tego nie testowane na zwierzętach, bo przecież są certyfikaty i producent tak deklaruje na swojej stronie. Ha, nic bardziej mylnego. Dzisiaj już taka naiwna nie jestem i wolę czegoś nie kupić nawet jeśli robi cuda, niż mieć wątpliwość czy przez kupno nie przyczyniam się do testów na zwierzętach. Gdy unikałam zakupów w drogeriach, robiłam zakupy w internecie. Dopiero z czasem zauważyłam, że w drogeriach są wegańskie produkty, z tym że trzeba bardzo dokładnie czytać składy i nie zwracać uwagi na rodzaj produktu (płyn do higieny intymnej czy olejek do ciała może mieć dziesięć różnych zastosowań). Obecnie łączę 3 w 1: kosmetyki kupione w drogerii, w internecie i za granicą (jedna wizyta w DM i mam zapas kosmetyków na pół roku ;)).

Pokażę Wam dzisiaj marki kosmetyków i poszczególne produkty, na które warto zwrócić uwagę będąc w Rossmannie. To na pewno nie są wszystkie produkty wolne od okrucieństwa, które można kupić w tej drogerii. Zdjęciami nie sugerujcie się, znacznie bardziej opisem.

Alterra
Chyba każdy słyszał o tej marce, najlepsze w niej jest to, że ma oznaczenia vegan, przez co nie musimy czytać składu za każdym razem.
Z Alterry najbardziej lubię produkty do włosów - szampony (morela i pszenica jest u mnie nr 1), odżywkę i maskę. Olejki do ciała też są świetne i mogą służyć nie tylko do nawilżania ciała, ale także do olejowania włosów, zabezpieczania końcówek (zamiast niewegańskiego jedwabiu), jako dodatek do masek do włosów i twarzy. Jeśli poszukujecie alternatywy do żeli Original Source (tutaj o tym dlaczego ich nie kupuję), to możecie spróbować żeli Alterry - bezzapachowego oraz pomarańczy i wanilii. Dobre recenzje zebrały też najnowsze produkty czyli olejek do twarzy z granatem i emulsja oczyszczająca z granatem.

Babydream 
 
Babydream to tańsza i co ważniejsze wolna od okrucieństwa alternatywa wobec testującego na zwierzętach Johnson & Johnson. Warto zwrócić uwagę na szampon, oliwkę, olejek do pielęgniacji ciała oraz żel z rumiankiem i nagietkiem. Za to balsam do kąpieli jest niewegański (niektórzy go mylą z olejkiem). Olejek do pielęgnacji ciała wbrew przeznaczeniu opisanemu przez producenta może się przydać do olejowania włosów, do mieszanki OCM i jako dodatek do masek podobnie jak inne olejki. Z kolei żel z rumiankiem i nagietkiem sprawdzi się także jako szampon, a szampon Babydream sprawdzi się jako żel pod prysznic.
 
Facelle
Płyn do higieny intymnej Facelle może być stosowany jako żel pod prysznic i szampon. Wersja fresh ma najlepszy zapach moim zdaniem, a wersja sensitive jest w największym stopniu polecana do włosów.

Himalaya  
Pasty do zębów Himalaya to jedyne pasty nie testowane na zwierzętach, które można kupić w drogerii. Nie zawierają fluoru, niestety mają sls (ale pastę bez fluoru i bez sls bardzo trudno znaleźć). Z Himalaya polecam jeszcze krem antyseptyczny, który może pomóc przy podrażnieniach (po depilacji, skaleczeniach, zmianach trądzikowych).

Isana
 Nie ma oznaczenia co jest wegańskie, więc pozostaje nam czytanie składów. Żele pod prysznic nie zachwycają za sprawą sls w składzie, za to możecie zwrócić uwagę na krem do ciała z masłem shea i kakao (można nim kremować włosy zamiast olejować) i brzoskwinioną piankę do golenia. Do włosów polecam wodę brzozową jako wcierkę i suchy szampon.

Rival de Loop 

Podobnie jak Alterra, poszczególne produkty Rival de Loop mają znaczek vegan, więc nie musimy martwić się składem. Warto zwrócić uwagę na płyn do demakijażu, płyn dwufazowy oraz krem 6w1 z filtrem przeciwsłonecznym SPF 15.

Elfa Pharm Polska: Green Pharmacy
Green Pharmacy ma znacznie więcej w ofercie niż produkty do włosów, ale moim zdaniem akurat na te kosmetyki warto zwrócić uwagę. Szampony nie należą do łagodnych (mają sls), ale olejki i balsamy do włosów mają już lepszy skład. W moim przypadku olejki najlepiej sprawdziły się w serum olejowym.


Domol
Produkty Domol na pewno nie są ekologiczne (choć widziałam jeden produkt z eko certyfikatem), ale jak na nie testowane na zwierzętach produkty tego typu są całkiem tanie.

Frosch
Na koniec bardziej ekologiczna chemia, którą można kupić w Rossmannie, ale ja ją ciągle kupuję w hipermarketach, nie jestem pewna dlaczego się tak dzieje. ;)

P.S. Nie poruszyłam tutaj tematu kosmetyków wegańskich do makijażu, ale wtedy ten post nie miałby końca. Jeśli macie jakieś wątpliwości lub zastrzeżenia co do powyższych produktów, piszcie. Piszcie też jeśli coś jeszcze polecacie na co nie zwróciłam uwagi. 
Powyższe zdjęcia nie są mojego autorstwa. 

Na koniec jeszcze moje zakupy. Da się kupić to wszystko stacjonarnie i przy okazji nie wydajemy fortuny (zwłaszcza jeśli pilnujemy promocji) :)
Zobacz więcej >

Wegańskie produkty testujących na zwierzętach koncernów

Dość często trafiam w internecie na zachwyty nad wegańskimi produktami, ochy i achy nie mają końca. Zazwyczaj cieszę się, bo dzięki temu znalazłam w sklepach wegańską czekoladę z masłem orzechowym. Są też zachwyty, których nie rozumiem tak do końca. Chodzi o wegańskie produkty firm, które należą do koncernów testujących na zwierzętach, są to między innymi takie produkty:

źródło: http://kuchniawege.blogspot.com/2011/08/original-source-vegan-cosmetics-in.html
Żele Original Source, wegańskie, mają nawet znaczek Vegan od Vegan Society
Należą do testującego na zwierzętach koncernu PZ Cussons
(aktualizacja: co do PZ Cussons są sprzeczne informacje)


Kosmetyki The Body Shop, sporo z wegańskim składem
Należą do testującego na zwierzętach koncernu L'Oreal

źródło: http://www.facetikuchnia.com.pl/
Ciastka Oreo original, wegańskie
Należą do testującego na zwierzętach koncernu Kraft Food


 Chipsy Lay's kiełbaska z cebulą, wegańskie
Należą do testującego na zwierzętach koncernu Pepsi-Co

źródło: http://pretty-vegan.blogspot.com
Najbardziej perfidna była kampania prowadzona przez The Body Shop. Kilka lat temu w sklepach TBS można było podpisać petycję mającą na celu wyrażenie sprzeciwu wobec testów na zwierzętach.  Tak, ta firma już wtedy należała do L'Oreal, czyli kupując produkt The Body Shop wspierało się pośrednio testy na zwierzętach (!). Na marketing TBS wiele osób się nabrało, m.in. dlatego, że wszelkie komentarze krytyczne na fanpage'u tej firmy były kasowane. Więcej możecie przeczytać na blogu Pralni
Ta perfidna kampania zakończyła się, za to na stronie TBS w każdej chwili możemy się dowiedzieć, że są przeciwko testowaniu na zwierzętach, a nawet że nigdy nie testowali (?!). To naprawdę ładnie brzmi, tylko jakoś nie wspominają tam, że należą do testującego koncernu.

Kwestia kupna wegańskiego produktu należącego do okrutnego koncernu cały czas wywołuje dyskusje, czasem większe, innym razem pojawi się mały komentarz niezauważalny dla większości. Argumentów zachęcających do kupna takich produktów jest całe mnóstwo: przecież nie zbawisz całego świata (identyczny argument mają mięsożercy wobec diety wege), sam produkt jest wegański i tylko to się liczy, kupując taki produkt pokazujesz, że jest zapotrzebowanie na wegańskie produkty (ale jednocześnie wspierasz testującą na zwierzętach korpo) czy też gdyby o tym powiedzieć komuś, kto zostaje vege zniechęci się już zupełnie. Jedna z wielu dyskusji, która miała miejsce, tutaj przy pytaniu o Oreo "O co chodzi z Oreo? Serio są wegańskie?":

Kontrargument jest jeden, ale znaczący - kupując taki produkt, wspierasz koncern testujący na zwierzętach. 

P.S. Nie chciałabym, by ten post miał wydźwięk taki, że dobrzy są tylko ci weganie, którzy nie kupują Oreo. Chodzi mi bardziej o zaznaczenie, że prędzej czy później możecie mieć taki dylemat. W moim przypadku nie było dylematu kupić-nie kupić. Po prostu dowiedziałam się, jakie produkty są wolne od okrucieństwa i tylko je kupuję. Nie zamierzam wspierać złych koncernów. Ta kwestia nie dotyczy tylko wegan, ale wegetarian, a nawet wszystkożerców, którzy nie chcą przykładać ręki do testów na zwierzętach (wiem, że są tacy). Dobrze też o tym wszystkim wiedzieć, jak następnym razem natraficie na genialny przepis z użyciem ciastek Oreo czy kolejne zachwyty nad nowym żelem Original Source.

Dopisek: Od czasu napisania tego postu pogląd w tym temacie mi się trochę zmienił. Nadal chętnie wspieram wegańskie firmy, ale takich jest niewiele. Kupuję produkty wegańskie należące do niewegańskiej firmy. Natomiast w dalszym ciągu nie zamierzam wspierać firm, które testują na zwierzętach (jak np. L'oreal).

Co Was bardziej przekonuje?
Zobacz więcej >

Wegańskie kosmetyki zza oceanu

Od kiedy zostałam weganką moje plany i marzenia związane z podróżami całkowicie się zmieniły. W dalszym ciągu marzeniem nr 1 jest Nowy Jork, już nie tylko ze względu uwielbienie filmów Woody'ego Allena. Właściwie nie obrażę się jeśli wyląduję w innym mieście w USA. Czasem chciałoby się mieć jarmuż na wyciągnięcie ręki czy bezglutenowe babeczki kupione w pierwszej lepszej cukierni, a do tego całą spiżarnię w słoikach typu Mason. A jakbym jeszcze znalazła się całkiem przypadkowo w Central Parku z kubkiem w sówki (mam taki ;)) pełnym kawy na mleku orzechowym, to już w ogóle...
Po rozczarowaniu Vegan Swapem, wysłałam paczkę Niemce, a swojej nie otrzymałam mimo obietnic z jej strony, postanowiłam spróbować czegoś bardziej pewnego, zwłaszcza że o wiele bardziej wolę wydawać moje ciężko zarobione pieniądze w służbie zdrowia ;) na wegańskie kosmetyki niż jedzenie. 


 Poszperałam w internecie i znalazłam Vegan Cuts. Oferują paczki jedzeniowe jak i z kosmetykami cruelty-free. Kupiłam pudełko o nazwie Vegan Cuts Beauty Box. Oferują paczkę za 19,95$ z darmową przesyłką w Stanach i przesyłką międzynarodową za 15 dolarów. W ten sposób wydałam 35$ czyli ponad 100 zł. Czy to dużo? Tak jeśli liczymy na dużą ilość kosmetyków. Moim zdaniem warto jeśli interesują nas organiczne, wegańskie cuda. Szkoda tylko, że w większości dostajemy próbki... Ok, pora na zapoznanie Was z tym co kupiłam.


PRIMAL PIT PASTE / organiczny dezodorant 
Ingredients: Organic Coconut Oil, Organic Shea Butter, Organic Arrowroot Powder, Aluminum Free Baking Soda and Essential Oils
Dostałam wersję z tymiankiem i trawą cytrynową. Skład jest prosty i tym samym genialny. Ma świeży zapach, pachnie trawą cytrynową i to dość intensywnie. Ciężko ocenić czy jest mniej/bardziej wydajny niż typowy dezodorant. Trzeba go nakładać palcem. co wydawało się niezbyt zachęcające, ale obecnie mi to zupełnie nie przeszkadza. Działanie ma niezłe, ale wiadomo, że daleko mu do drogeryjnych dezodorantów. Jako letni dezodorant nie ma szans, ale na pozostałe pory roku jest dobry. Najlepszy produkt z całego pudełka. Pełne opakowanie 56g kosztuje niecałe 9$. Wiecie co? Kupiłabym gdyby był dostępny gdziekolwiek w Polsce. Zastanawiam się nad zrobieniem podobnego, w końcu składniki są proste, trzeba tylko pokombinować z proporcjami.



CORIANDER BALANCING CLEANSER. Do mycia twarzy z makijażu i zanieczyszczeń. 
Ingredients: Purified Water, aloe (Aloe barbadensis), herbal infusion of coriander, juniper berry, alfalfa, amla, chaparral root , goldenseat, decyl glucoside, sunflower oil, glycerin, caprylic acid, xanthan gum, topioca root starch, rice protein, tapopherol (Vit E), oils of grapefruit (Citrus paradisi), orange (Citrus sinensis), lavender (Lavandula angustifolia), and lime (Citrus aurantifolia), lecithin, retinyl palmitate (Vit A). 
Ma konsystencję, do której trzeba się przyzwyczaić, to rzadkie białe mleczko do demakijażu, które się odrobinę pieni. Pachnie aloesem i ziołami. Próbka starczy na 2-3 razy.

JOJOBA CLARYFYING SCRUB. Peeling do twarzy i ciała z olejem jojoba.
Ingredients: Purified water, extracts of papaya, fennel seed, fenugreek seed and hawthorn fruit, soy oil, glyceryl stearate, bentonite, peppermint leaf , jojoba oil, glycerin, caprylic acid, glycine, xanthan gum, and oils of spruce, rosemary and lemongrass, tocopherol (Vit. E), potassium sorbate, citric acid.
Co mnie zaskoczyło, jest zielony. Stosowałam na twarzy i usta, wspaniale oczyszcza i jako pierwszy peeling nawilża, pozostawia lekką warstwę (tak jak po oleju, ale nie tak tłustą).  Kosztuje 19$ za 96 ml. To drugi najlepszy produkt z pudełka. Ach, gdyby tylko był dostępny w Polsce...


 BIAO BEAUTY. Odmładzający krem na noc. 38$



OFRA COSMETICS. Szminka w płynie. 19,90 $
Mam suche usta, a ten produkt to tylko nasila. Oddałam mamie, która też przyznała że jak na wszelkie szminki i błyszczyki strasznie wysusza.

 NUSTYLE ORGANIC DETANGLER & SHINE BOOSTER 
Do odżywienia, nabłyszczenia i zmiękczenia włosów. 9,95 $
Ingredients: Aqua, Alcohol Denat, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Oenothera Biennis Oil, Chenopodium Quinoa Seed Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Citrus Aurantifolia Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil.
Kolejny organiczny produkt o świeżym zapachu. Użyłam zaledwie kilka razy. Nie mogę się przyzwyczaić do tego produktu, ani to ma zabezpieczyć końcówki ani odżywić włosy. Na pewno nawilża włosy, ale myślę że zamiast kupienia takiego sprayu można wykorzystać po prostu sok aloesowy.



DEW PUFF Asian Clay Konjac Sponge. 7$
To moja pierwsza gąbka do mycia twarzy, więc nie mam porównania. Wystarczy dodać do niej wody i używać, można dodać żel do mycia twarzy w razie konieczności (dzięki gąbce zwiększa się wydajność żelu, bardziej się pieni).  Następnym razem kupię inną by mieć porównanie. Póki co nie wiem czy to naprawdę działa,

I co myślicie? Gdybym mieszkała w USA, takie pudełko zamawiałabym co miesiąc, zwłaszcza że Amerykanie mają darmową wysyłkę.
Jeszcze uwaga z mojej strony. Radzę zwracać uwagę na to, kiedy jest najbliższa wysyłka. Ja tak zwlekałam z zamówieniem że w końcu nie spojrzałam na datę i kupiłam pudełko w połowie grudnia (dosłownie chwilę wcześniej ktoś musiał wykupić ostatnie grudniowe pudełka) i musiałam czekać na styczniową wysyłkę... czyli dostałam kosmetyki w okolicach lutego. A ja jestem bardzo niecierpliwa!
Zobacz więcej >

WŁOSY | VEGAN TOP 10


Kiedy wprowadzamy do swego życia weganizm, zwykle myślimy tylko o jedzeniu (lub inni myślą za nas). Szybko zdajemy sobie sprawę, że nasz wybór dotyczy także kosmetyków. Nie dość, że w większości są testowane na zwierzętach, to jeszcze ten skład (żelatyna, miód czy proteiny mleczne). Na początku wydaje się to trudne. W końcu ilu naszych znajomych czyta składy kosmetyków i jakkolwiek się w tym orientuje? ;) Później przychodzi czas na wprowadzenie naturalnej pielęgnacji z własnej woli. Nie żeby wcześniej był przymus. Po prostu da się zauważyć różnicę między drogeryjnymi a organicznymi kosmetykami. Do tego dorzuciłabym jeszcze naturalne składniki, które można zjeść, ale też położyć na włosy, np. avocado. W końcu częściej powinno się brać pod uwagę zasadę "nie smaruj ciała czymś, czego nie dałoby się zjeść".


TOP 10 | WEGAŃSKIE SPOSOBY NA PIĘKNE I ZDROWE WŁOSY
źródło: pinterest.com


1. NATURALNA PIELĘGNACJA
Od tego polecam zacząć. :) Na początku warto zmienić codzienny szampon na łagodny bez silnych detergentów (bez SLS i pochodnych). Może to być szampon dla dzieci np. Babydream lub inny łagodny.
Szamponem z SLS można oczyszczać włosy raz na kilka tygodni, np. Barwą.
Następnie warto zacząć używać odżywek z lepszym składem, np. Alterra granat i aloes, organiczna Skin Blossom (mój nr 1!). Można także odżywki wzbogacać półproduktami, np. olejem arganowym, sokiem aloesowym. Raz w tygodniu warto nałożyć maskę na włosy.

2. ODŻYWIANIE
źródło: google.com

Wegetarianie/weganie zwykle dobrze się odżywiają (choć są wyjątki), ale zawsze jest coś co spowoduje, że na przykład włosy zaczną szybciej rosnąć. ;) Oprócz diety bogatej w warzywa i strączki poleca się: sok z natki pietruszki i jabłka, świeżo zmielone siemię lniane, zielone szejki, wywar ze skrzypu i pokrzywy, drożdże, olej lniany. Najlepsze wydaje się siemię lniane, które można dodać do kanapek, obiadu, dowolnego koktajlu. 
Próbuję wprowadzić więcej siemienia do mojej diety, ale zwykle kończy się na tym, że nie chce mi się mielić siemienia. Myślę, by zacząć pić skrzyp i pokrzywę, w końcu wystarczą dwie herbatki dziennie i kłopot z głowy (ale wtedy należy dbać o uzupełnienie witamin z grupy B, pamiętajcie). ;)

3. OLEJOWANIE
źródło: pinterest.com/pin/223913412694939874/
To mój nr 1 jeśli chodzi o: wzmocnienie, przyspieszenie wzrostu, usunięcie łupieżu, wygładzenie i przywrócenie blasku włosom. Uważam, że to podstawa pielęgnacji. Moja mama dzięki olejowi nie straciła włosów po farbowaniu.
O co w tym chodzi? Chodzi o nałożeniu niewielkiej ilości (np. łyżkę) wybranego oleju nierafinowanego(!) na włosy  i ewentualnie skórę głowy przynajmniej na godzinę, można też na całą noc (choć nie każdemu służy trzymanie oleju całą noc). Następnie należy zmyć olej delikatnym szamponem bez SLS. Na koniec najlepiej nałożyć odżywkę i ją także po kilku minutach zmyć.
Są różne sposoby olejowania - na suche włosy (najczęściej stosowany), na mokre, na odżywkę, w misce i mój ulubiony sposób w formie sprayu (w tych samych proporcjach olej, dowolna odżywka i woda). Są różne oleje. Nie każdemu będzie pasował kokosowy, tak przez wszystkich zachwalany, w tym przez wegan. Ja zaczęłam od Sesy (indyjski olej) i był to najlepszy pomysł z możliwych - wysyp babyhair i natychmiastowe wygładzenie włosów gwarantowane. ;)

4. PŁUKANKI
źródło: pinterest.com/pin/66850375688274180/
Płukanki mogą wygładzić, wzmocnić kolor włosów (w dużo mniejszym stopniu niż henna/farba), pomóc z łupieżem lub przetłuszczaniem się, lekko wyprostować czy nabłyszczyć włosy. Stosujemy płukanki po umyciu włosów (już po zmyciu odżywki bądź maski).
Ja najczęściej stosuję zakwaszającą płukankę z octu (zamyka łuski włosów i wygładza): 1-2 łyżki octu jabłkowego na litr wody. Staram się ją stosować po każdym myciu.

5. WCIERKI
źródło: http://imgur.com/3kOSE

Należy nakładać preparat (opuszkami palców, za pomocą pipety, atomizera) i wcierać w skórę głowy. Najlepiej jeszcze stosować delikatny masaż skalpu przez 5-10 minut. By wcierka miała maksymalnie działanie, należy ją stosować przez ok. 3 miesiące (kto nie jest systematyczny, ten ręka w górę ;)). Dzięki wcieraniu możemy liczyć przede wszystkim na szybszy porost włosów i wysyp babyhair, ale może to nam pomóc także w walce z łupieżem czy szybkim przetłuszczaniem się włosów.
Co wcierać? Gotowe produkty np. wodę brzozową z Isany, olej rycynowy dostępny w każdej aptece.  Domowe np. wywar z kozieradki (łyżeczka na 3/4 szklanki wody),  napar ze skrzypu, mieszankę ziołową, sok z czarnej rzepy.

6. ZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK WŁOSÓW
źródło: pinterest.com
Warto stosować nie tylko kiedy mamy problem z rozdwajającymi się końcówkami, ale także po to by je nawilżyć, ochronić przed wiatrem i mrozem. Wcieram kroplę dowolnego oleju zawsze po umyciu włosów, niektórzy potrafią stosować nawet 2 razy dziennie. Można także użyć masła (np. kakaowego), serum a nawet kremu do rąk.

7. PODCINANIE WŁOSÓW
źródło: http://www.pinterest.com/pin/444237950714681779/
 Przynajmniej raz na 2-3 miesiące. Wydaje się to oczywiste, a jednak często o tym zapominamy lub unikamy tego. Pamiętam jak było mi nie po drodze do fryzjera i w rezultacie musiałam się pozbyć 15cm włosów. Nie przejęłam się tym specjalnie, ale wiem że przy hodowaniu włosów i walki o każdy cm takie skrócenie może nieźle pokrzyżować plany i zepsuć humor na resztę dnia.

8. KONIEC Z FARBOWANIEM
 
źródło: pinterest.com

Ten punkt już mnie nie dotyczy, ale wiem jak ciężko pozbyć się koloru (zwłaszcza rudego), jak trudno zrezygnować z farbowania i jak ciężko wytrwać w nie farbowaniu. Jeśli nie potrafimy zupełnie zrezygnować z farbowania włosów, polecam hennę, będącą genialną odżywką i delikatną farbą na raz.

9. ZMIANA SZCZOTKI NA TANGLE TEEZER

źródło: google.com
Możemy liczyć na: masaż skóry głowy, dłużej gładkie i błyszczące włosy, łatwiejsze rozczesywanie także na mokro. W moim przypadku zmiana szczotki spowodowała, że pozbyłam się kołtunów (a miałam je odkąd byłam mała, wystarczyły włosy do ramion i były nie do rozplątania). Nie jest to niezbędny zakup, ale akurat u mnie sprawdził się świetnie.

 10. KONIEC Z PROSTOWANIEM / SUSZENIEM WŁOSÓW
źródło: pinterest.com
 Problem ten mnie na szczęście nie dotyczy i tak mam dość proste włosy. Co do suszarki, ostatnio dowiedziałam się, że ma zaletę - domyka łuski włosów (podobnie jak płukanka octowa). Zauważyłam też, że kiedy tylko odrobinę podsuszam włosy (nigdy gorącym powietrzem) zyskują na objętości. Nie będę namawiać do całkowitego odstawienia suszarki, ale na pewno namawiam do ograniczenia jej stosowania na co dzień, a zwłaszcza gorącego powietrza.
Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka