Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte zastanowienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte zastanowienia. Pokaż wszystkie posty

Jak przejść na weganizm? + setny post

Setny post i niecałe dwa lata bloga (miną w marcu). Dziękuję, że jesteście! :) Do tego trochę ponad dwa lata weganizmu. Dzisiaj zamiast przepisu postanowiłam wrzucić serię pytań, które często słyszałam odkąd zostałam weganką. Może akurat ktoś z tego kiedyś skorzysta. (;



Na czym polega weganizm?
Polega na wykluczeniu produktów pochodzenia zwierzęcego - mięsa, ryb, nabiału (w tym jajek i mleka), miodu. Wyklucza się wszystkie produkty zawierające laktozę, żelatynę i inne odzwierzęce substancje (np. koszenilę - E120). Dodatkowo wyklucza się produkty ze skórą, wełną, kosmetyki np. z woskiem, jedwabiem i testowane na zwierzętach.

Jak sprawdzić czy dany produkt jest wegański?
Trzeba czytać składy produktów. Pomocny może być blog wegańskie pyszności (produkty z wegańskim składem, z zaznaczeniem gdzie można to kupić). Nowości jeśli chodzi np. o wegańskie słodycze dostępne w sklepach warto śledzić na facebooku chcemy więcej wegańskich produktów.

Jakie produkty mogą być niewegańskie - margaryna, makaron, czekolada...?
Margaryny dostępne w sklepach są niewegańskie, mają dodatek wit. D3 pochodzenia zwierzęcego. Makarony w większości są wegańskie, trzeba sprawdzać skład i nie sięgać po jajeczny makaron. Czekolada gorzka jest wegańska, choć i tak dobrze jest sprawdzać skład czy nie ma serwatki lub innej niewegańskiej substancji. Do tego owocowe galaretki w proszku są w zdecydowanej większości niewegańskie (z żelatyną).

Czym zastąpić masło?
Wegańską margaryną (np. Alsan), roślinnym smalczykiem (w sklepach Smakowita Pajda), rozgniecionym awokado, olejem lub mniej tłustym smarowidłem (np. hummusem).


Chcę przejść na weganizm, tylko będzie mi brakować sera i jajek. Czy są jakieś zastępniki?
Są sery wegańskie np. Violife, Veganline, Polsoja, dostępne w sklepach internetowych lub w wybranych sklepach stacjonarnych. Jeśli chodzi o jajka, można kupić czarną sól imitującą smak jajka i zrobić pastę bezjajeczną, tofucznicę lub wegańskie jajka faszerowane.

Jak zastąpić jajko w kotletach, wypiekach itd.?
W kotletach najlepiej sprawdza się zmielone siemię lniane zmieszane z odrobiną gorącej wody, można także dodać płatki owsiane zalane wrzątkiem. Jeśli chodzi o wypieki to polecam rozgniecionego banana i mus jabłkowy. Po więcej odsyłam do tej tabeli.

Czy weganie powinni brać suplementy? W jakiej ilości i gdzie kupić te suplementy?
Tak, B12 i w okresie jesienno-zimowym witaminę D.
Witamina B12: Ile należy suplementować możecie zobaczyć tutaj. Ja przyjmuję 100 mcg codziennie i według mnie jest to minimalna dawka. Witaminę B12 można kupić w niektórych aptekach (firma Solgar, lista aptek) lub internetowo (Sweet Piggy, Vegekoszyk).
Witamina D: W okresie październik-marzec zalecana jest suplementacja 400 IU dziennie dla dzieci i młodzieży oraz 800-1000 IU dla osób dorosłych (źródło). Witaminę D można kupić internetowo w tych samych sklepach co B12 (tylko nie w aptece).

A co z wapniem?
Dzienne spożycie wapnia powinno wynosić 700 do 1000 mg. Nie jest konieczna suplementacja, zamiast tego można jeść produkty bogate w wapń (mak, sezam, tahini, brokuły, mleko roślinne wzbogacone w wapń). Polecam artykuł na ten temat od Vegan Workout i tabelę, gdzie znajdziecie produkty bogate w wapń.

Gdzie mogę kupić wegańskie produkty (np. mleko roślinne, margarynę) ?
Mleko roślinne można dostać w Biedronce (w wersji naturalnej, waniliowej i czekoladowej, 4,99 za litr), w Rossmannie (mleko owsiane, ryżowe, sojowe za 6,99), w Lidlu (sojowe i ryżowe bez cukru), a także droższe mleko roślinne np. Alpro w Carrefourze czy w Piotrze i Pawle. Margarynę wegańską (np. Alsan) można kupić w sklepach stacjonarnych ze zdrową żywnością (warto pytać, ze względu na krótkie terminy ważności bywają sprowadzane w małej ilości) lub w sklepach internetowych (Vegekoszyk, Evergreen). Dodatkowo jogurty roślinne są dostępne w Piotrze i Pawle (jogurty Joya) oraz w E. Leclerc (nie w każdym!).

Gdzie szukać przepisów na wegańskie dania?
Puszka, vegespot - zbiór przepisów z vege blogów ciągle aktualizowany, spis wegańskich blogów z akcji "Weganizm. Spróbujesz?".

Jakie kosmetyki są nie testowane na zwierzętach?  Gdzie ich szukać?
Jeśli chodzi o firmy testujące i nie testujące na zwierzętach polecam listę Marty z bloga Kocie Uszy. Kosmetyki nie testowane można kupić stacjonarnie lub internetowo. O kosmetykach nie testowanych pisałam w tym poście, a o kosmetykach wolnych od okrucieństwa dostępnych w Rossmannie pisałam tutaj.

Co z koncernami? Czy jeśli dany produkt ma skład wegański, a należy do koncernu testującego na zwierzętach to jako weganin mogę go kupić?
To już kwestia indywidualna, część wegan kupuje takie produkty, inni nie, o tym już pisałam na blogu.

W moim mieście nie ma wegańskiego lokalu. Co mogę zrobić jeśli chcę zjeść coś wegańskiego na mieście lub napić się kawy na mleku roślinnym?
W moim mieście też tak niedawno było. Najlepiej pytać, czasem kawiarnie posiadają w ofercie mleko roślinne choć nie ma tego w karcie. Dobrze też pytać nie tylko o mleko roślinne, ale podawać przykład, że chodzi nam o mleko sojowe (mi się zdarzyło, że ktoś nie wiedział czym jest mleko roślinne, ale już miał w ofercie mleko sojowe). Jeśli chodzi o dania, to także warto pytać, pytać i jeszcze raz pytać (w taki sposób znalazłam wegańską pizzę), a do tego upewniać się na czym nasze danie będzie smażone.

Jadę za granicę. Gdzie mogę zjeść, jak znaleźć tam sklepy ze zdrową żywnością?
Polecam stronę happycow.

Jeśli są tu jakieś błędy lub są jeszcze jakieś pytania warte dodania, piszcie.
Zobacz więcej >

Ziaja (nie) testuje na zwierzętach?

Wytłumaczenie komuś na czym polega weganizm jest bardzo proste. Trudniej jest jeśli próbuję wyjaśnić kwestię testów na zwierzętach. Jest to bardzo zawiłe, a od czasu wprowadzenia ustawy przez Chiny o nie testowaniu na zwierzętach dużo osób się w tym gubi. Wiem, że przez to można się zniechęcić. Dlaczego? Bo taka osoba dowiaduje się o listach testujących i nie testujących firm, do tego są korporacje które wchłonęły mniejsze firmy i czasem trudno się połapać kto na tym się tak naprawdę wzbogaca, do tego fakt, że w każdej chwili lista może się zmienić (więc nie wiadomo czy jest aktualna), do tego próby dowiedzenia się prawdy, pisanie e-maili do firm i otrzymywanie tylko połowy odpowiedzi, a jeśli już odpowiedzi się pojawiają to są zawiłe, często nie zmieniające nic ("nie testujemy na zwierzętach, ponieważ wg prawa UE jest to zakazane"), do tego wątpliwości co do składu (czy aby na pewno ten kwas mlekowy jest pochodzenia roślinnego i czy na pewno nie zlecono testowania tego składnika przez inną firmę?) i do tego wszystkiego sprawa Chin. Wypadałoby do tej litanii dodać jeszcze dyskusje na forach i facebooku, w których bardzo często padają nieprawdziwe wiadomości. Da się to wszystko zrozumieć, naprawdę, tylko trzeba chcieć i czasem szukać informacji.


Kilka dni temu trafiłam na informację o Ziaji i sprzedaży w Chinach:

"Witamy, dziękujemy za kontakt i zainteresowanie firmą Ziaja. Jeśli chodzi o eksport naszych produktów do Azji, to nasze produkty można kupić m.in. w Chinach."

Sprzedaż w Chinach oznacza testy na zwierzętach. Zwątpiłam i wiem, że nie tylko ja. Napisałam im kolejny e-mail w celu wyjaśnienia. Byłam przekonana, że nie wycofają się z Chin, oto ich odpowiedź:

"Uprzejmie informuję, że kosmetyki Ziaja nie są eksportowane do Chin. Wiemy, że zgodnie z obowiązującym w Chinach prawem kosmetyki w  trakcie procesu rejestracji importowej testowane są na zwierzętach. Z tego właśnie względu podjęliśmy decyzję, aby nie wprowadzać produktów Ziaja na rynek chiński. Produkty Ziaja nie były więc poddawane procedurze rejestracyjnej i w związku z tym nie były testowane na zwierzętach."

Na facebooku dodatkowo napisali: "Jeśli chodzi o rynek chiński, nasza firma podjęła decyzję, że wycofuje się ze starań wejścia na niego (nie prowadziliśmy jeszcze sprzedaży)."

Wygląda na to, że możecie w dalszym ciągu kupować produkty Ziaji. Oczywiście zostaje jeszcze kwestia tego jakie macie nastawienie do firmy deklarującej nie testowanie na zwierzętach, a jednoczesną sprzedaż produktów farmaceutycznych.
Napisałam dzisiaj o Ziaji dlatego, że pojawiło się kilka sprzecznych komunikatów. Najpierw o sprzedaży w Chinach, później o wycofaniu się. Czasem bywa tak, że trafiamy tylko na pierwszą informację, która okazuje się, że nie jest ostateczna, a może nas zmylić.

DOPISEK ODNOŚNIE ZIAJI:
Wydawało się, że Ziaja zmądrzała, że wycofała się z Chin z powodów etycznych. Prawdopodobnie nie udało im się wejść na ten rynek z innych powodów np. wymogów prawnych odnośnie rejestracji. Oceńcie sami, oto wypowiedź Ziaji sprzed roku:
"Jesteśmy w trakcie długotrwałego i kosztownego procesu rejestracji. Na poszczególnych jego etapach napotykamy na problemy, które opóźniają ten proces. W tym momencie sprostanie wymogom prawnym związanym z rejestracją produktów oceniamy jako największe wyzwanie – deklaruje Katarzyna Śpiewak, International Sales Manager Deputy w Ziaji." (źródło)

Przy okazji facebookowej dyskusji o Ziaji po raz kolejny spotkałam się z tym, że wiele osób zmyliła decyzja władz Chin o zniesieniu konieczności przeprowadzania testów na zwierzętach. Mimo że zmiana ta obowiązuje już od dłuższego czasu wyjaśnię w skrócie o co chodzi. Mam nadzieję, że to zmniejszy choć trochę wątpliwości.

www.crueltyfreekitty.com/cruelty-free-101/china-animal-testing/
Chiny częściowo zniosły testowanie produktów na zwierzętach. Tylko częściowo, ponieważ:
  • Firmy produkujące kosmetyki w Chinach nie mają obowiązku testowania produktów na zwierzętach.
  • Nadal muszą być testowane kosmetyki specjalistyczne (np. chroniące przed słońcem, farby do włosów, dezodoranty).
  • Nadal mogą być testowane produkty z importu czyli wszystkie zagraniczne firmy muszą się liczyć z tym, że wejście na rynek chiński równa się testom na zwierzętach.
Zobacz więcej >

Zakupy cruelty-free w Rossmannie

Sprawdzanie kosmetyków pod względem testów na zwierzętach i składników odzwierzęcych jest sprawą bardziej teoretyczną. Co innego jeśli ruszymy na poszukiwanie tych kosmetyków w sklepach i możemy mieć wrażenie, że łatwiej znaleźć czterolistną koniczynę niż fajny produkt cruelty-free. Dlaczego? Jak ma się takie wymagania jak moje, na przykład chce się mieć deo-roll bez aluminium (więc ałun też odpada) albo szampon bez sls i pochodnych, a najlepiej jeszcze żeby te kosmetyki nie kosztowały fortuny to zawęża się poszukiwania. Nie żeby te produkty były nie do zdobycia, ale wydaje się, że większość z nich jest dostępna tylko internetowo, a niektóre z nich trzeba nawet sprowadzać z zagranicy. 
Na początku moich poszukiwań obraziłam się na wszelkie drogerie sądząc że nic albo prawie nic tam nie znajdę dla siebie. Ufałam wtedy jeszcze deklaracjom producentów i zachwycałam się rosyjskimi kosmetykami, bo tanie, z cudownym składem i jeszcze lepszym działaniem, a do tego nie testowane na zwierzętach, bo przecież są certyfikaty i producent tak deklaruje na swojej stronie. Ha, nic bardziej mylnego. Dzisiaj już taka naiwna nie jestem i wolę czegoś nie kupić nawet jeśli robi cuda, niż mieć wątpliwość czy przez kupno nie przyczyniam się do testów na zwierzętach. Gdy unikałam zakupów w drogeriach, robiłam zakupy w internecie. Dopiero z czasem zauważyłam, że w drogeriach są wegańskie produkty, z tym że trzeba bardzo dokładnie czytać składy i nie zwracać uwagi na rodzaj produktu (płyn do higieny intymnej czy olejek do ciała może mieć dziesięć różnych zastosowań). Obecnie łączę 3 w 1: kosmetyki kupione w drogerii, w internecie i za granicą (jedna wizyta w DM i mam zapas kosmetyków na pół roku ;)).

Pokażę Wam dzisiaj marki kosmetyków i poszczególne produkty, na które warto zwrócić uwagę będąc w Rossmannie. To na pewno nie są wszystkie produkty wolne od okrucieństwa, które można kupić w tej drogerii. Zdjęciami nie sugerujcie się, znacznie bardziej opisem.

Alterra
Chyba każdy słyszał o tej marce, najlepsze w niej jest to, że ma oznaczenia vegan, przez co nie musimy czytać składu za każdym razem.
Z Alterry najbardziej lubię produkty do włosów - szampony (morela i pszenica jest u mnie nr 1), odżywkę i maskę. Olejki do ciała też są świetne i mogą służyć nie tylko do nawilżania ciała, ale także do olejowania włosów, zabezpieczania końcówek (zamiast niewegańskiego jedwabiu), jako dodatek do masek do włosów i twarzy. Jeśli poszukujecie alternatywy do żeli Original Source (tutaj o tym dlaczego ich nie kupuję), to możecie spróbować żeli Alterry - bezzapachowego oraz pomarańczy i wanilii. Dobre recenzje zebrały też najnowsze produkty czyli olejek do twarzy z granatem i emulsja oczyszczająca z granatem.

Babydream 
 
Babydream to tańsza i co ważniejsze wolna od okrucieństwa alternatywa wobec testującego na zwierzętach Johnson & Johnson. Warto zwrócić uwagę na szampon, oliwkę, olejek do pielęgniacji ciała oraz żel z rumiankiem i nagietkiem. Za to balsam do kąpieli jest niewegański (niektórzy go mylą z olejkiem). Olejek do pielęgnacji ciała wbrew przeznaczeniu opisanemu przez producenta może się przydać do olejowania włosów, do mieszanki OCM i jako dodatek do masek podobnie jak inne olejki. Z kolei żel z rumiankiem i nagietkiem sprawdzi się także jako szampon, a szampon Babydream sprawdzi się jako żel pod prysznic.
 
Facelle
Płyn do higieny intymnej Facelle może być stosowany jako żel pod prysznic i szampon. Wersja fresh ma najlepszy zapach moim zdaniem, a wersja sensitive jest w największym stopniu polecana do włosów.

Himalaya  
Pasty do zębów Himalaya to jedyne pasty nie testowane na zwierzętach, które można kupić w drogerii. Nie zawierają fluoru, niestety mają sls (ale pastę bez fluoru i bez sls bardzo trudno znaleźć). Z Himalaya polecam jeszcze krem antyseptyczny, który może pomóc przy podrażnieniach (po depilacji, skaleczeniach, zmianach trądzikowych).

Isana
 Nie ma oznaczenia co jest wegańskie, więc pozostaje nam czytanie składów. Żele pod prysznic nie zachwycają za sprawą sls w składzie, za to możecie zwrócić uwagę na krem do ciała z masłem shea i kakao (można nim kremować włosy zamiast olejować) i brzoskwinioną piankę do golenia. Do włosów polecam wodę brzozową jako wcierkę i suchy szampon.

Rival de Loop 

Podobnie jak Alterra, poszczególne produkty Rival de Loop mają znaczek vegan, więc nie musimy martwić się składem. Warto zwrócić uwagę na płyn do demakijażu, płyn dwufazowy oraz krem 6w1 z filtrem przeciwsłonecznym SPF 15.

Elfa Pharm Polska: Green Pharmacy
Green Pharmacy ma znacznie więcej w ofercie niż produkty do włosów, ale moim zdaniem akurat na te kosmetyki warto zwrócić uwagę. Szampony nie należą do łagodnych (mają sls), ale olejki i balsamy do włosów mają już lepszy skład. W moim przypadku olejki najlepiej sprawdziły się w serum olejowym.


Domol
Produkty Domol na pewno nie są ekologiczne (choć widziałam jeden produkt z eko certyfikatem), ale jak na nie testowane na zwierzętach produkty tego typu są całkiem tanie.

Frosch
Na koniec bardziej ekologiczna chemia, którą można kupić w Rossmannie, ale ja ją ciągle kupuję w hipermarketach, nie jestem pewna dlaczego się tak dzieje. ;)

P.S. Nie poruszyłam tutaj tematu kosmetyków wegańskich do makijażu, ale wtedy ten post nie miałby końca. Jeśli macie jakieś wątpliwości lub zastrzeżenia co do powyższych produktów, piszcie. Piszcie też jeśli coś jeszcze polecacie na co nie zwróciłam uwagi. 
Powyższe zdjęcia nie są mojego autorstwa. 

Na koniec jeszcze moje zakupy. Da się kupić to wszystko stacjonarnie i przy okazji nie wydajemy fortuny (zwłaszcza jeśli pilnujemy promocji) :)
Zobacz więcej >

Wegańskie produkty testujących na zwierzętach koncernów

Dość często trafiam w internecie na zachwyty nad wegańskimi produktami, ochy i achy nie mają końca. Zazwyczaj cieszę się, bo dzięki temu znalazłam w sklepach wegańską czekoladę z masłem orzechowym. Są też zachwyty, których nie rozumiem tak do końca. Chodzi o wegańskie produkty firm, które należą do koncernów testujących na zwierzętach, są to między innymi takie produkty:

źródło: http://kuchniawege.blogspot.com/2011/08/original-source-vegan-cosmetics-in.html
Żele Original Source, wegańskie, mają nawet znaczek Vegan od Vegan Society
Należą do testującego na zwierzętach koncernu PZ Cussons
(aktualizacja: co do PZ Cussons są sprzeczne informacje)


Kosmetyki The Body Shop, sporo z wegańskim składem
Należą do testującego na zwierzętach koncernu L'Oreal

źródło: http://www.facetikuchnia.com.pl/
Ciastka Oreo original, wegańskie
Należą do testującego na zwierzętach koncernu Kraft Food


 Chipsy Lay's kiełbaska z cebulą, wegańskie
Należą do testującego na zwierzętach koncernu Pepsi-Co

źródło: http://pretty-vegan.blogspot.com
Najbardziej perfidna była kampania prowadzona przez The Body Shop. Kilka lat temu w sklepach TBS można było podpisać petycję mającą na celu wyrażenie sprzeciwu wobec testów na zwierzętach.  Tak, ta firma już wtedy należała do L'Oreal, czyli kupując produkt The Body Shop wspierało się pośrednio testy na zwierzętach (!). Na marketing TBS wiele osób się nabrało, m.in. dlatego, że wszelkie komentarze krytyczne na fanpage'u tej firmy były kasowane. Więcej możecie przeczytać na blogu Pralni
Ta perfidna kampania zakończyła się, za to na stronie TBS w każdej chwili możemy się dowiedzieć, że są przeciwko testowaniu na zwierzętach, a nawet że nigdy nie testowali (?!). To naprawdę ładnie brzmi, tylko jakoś nie wspominają tam, że należą do testującego koncernu.

Kwestia kupna wegańskiego produktu należącego do okrutnego koncernu cały czas wywołuje dyskusje, czasem większe, innym razem pojawi się mały komentarz niezauważalny dla większości. Argumentów zachęcających do kupna takich produktów jest całe mnóstwo: przecież nie zbawisz całego świata (identyczny argument mają mięsożercy wobec diety wege), sam produkt jest wegański i tylko to się liczy, kupując taki produkt pokazujesz, że jest zapotrzebowanie na wegańskie produkty (ale jednocześnie wspierasz testującą na zwierzętach korpo) czy też gdyby o tym powiedzieć komuś, kto zostaje vege zniechęci się już zupełnie. Jedna z wielu dyskusji, która miała miejsce, tutaj przy pytaniu o Oreo "O co chodzi z Oreo? Serio są wegańskie?":

Kontrargument jest jeden, ale znaczący - kupując taki produkt, wspierasz koncern testujący na zwierzętach. 

P.S. Nie chciałabym, by ten post miał wydźwięk taki, że dobrzy są tylko ci weganie, którzy nie kupują Oreo. Chodzi mi bardziej o zaznaczenie, że prędzej czy później możecie mieć taki dylemat. W moim przypadku nie było dylematu kupić-nie kupić. Po prostu dowiedziałam się, jakie produkty są wolne od okrucieństwa i tylko je kupuję. Nie zamierzam wspierać złych koncernów. Ta kwestia nie dotyczy tylko wegan, ale wegetarian, a nawet wszystkożerców, którzy nie chcą przykładać ręki do testów na zwierzętach (wiem, że są tacy). Dobrze też o tym wszystkim wiedzieć, jak następnym razem natraficie na genialny przepis z użyciem ciastek Oreo czy kolejne zachwyty nad nowym żelem Original Source.

Dopisek: Od czasu napisania tego postu pogląd w tym temacie mi się trochę zmienił. Nadal chętnie wspieram wegańskie firmy, ale takich jest niewiele. Kupuję produkty wegańskie należące do niewegańskiej firmy. Natomiast w dalszym ciągu nie zamierzam wspierać firm, które testują na zwierzętach (jak np. L'oreal).

Co Was bardziej przekonuje?
Zobacz więcej >

Jak zostałam weganką

Dzisiejszy wpis kieruję przede wszystkim do osób, które zastanawiają się czy trudno przechodzi się na weganizm i wegetarianizm, a także do osób, które próbowały weganizmu, ale "nie dały rady". Może być nudno, ostrzegam. ;)

Mniej więcej w wieku 12-13 lat zaczęłam zastanawiać nad rezygnacją z jedzenia mięsa. Dotarłam wtedy do informacji o koniach kierowanych na rzeź, a także w tym czasie gdzieś obił mi się o uszy wegetarianizm. Podjęłam pierwsze próby odstawienia mięsa. Rodzina negatywnie zareagowała na ten pomysł, wątpiła w sens i sądziła, że wkrótce mi się znudzi. W związku z tym "wsparciem" i namowom ze strony bliżej rodziny ("jesteś za młoda, nie rozwiniesz się prawidłowo", "może ogranicz jedzenie mięsa, ale nie rezygnuj ze wszystkiego") nie rzuciłam od razu całkowicie mięsa, zostałam przy drobiu i rybach. W międzyczasie było Boże Narodzenie, przez jakiś tydzień bojkotowałam jedzenie ryb, a później do nich wróciłam. Odstawiłam drób z diety, na co rodzina zareagowała niedowierzaniem, jedynie moja mama mnie wspierała nie oceniając mojego wyboru. Już tylko jedzenie ryb dzieliło mnie od wegetarianizmu, a jednak cały czas było mi do niego daleko. Było kolejne Boże Narodzenie, kolejna niby-próba odstawienia ryb zakończona niepowodzeniem. Przez następne lata żyłam w przeświadczeniu, że tak wiele robię dla zwierząt (a w dalszym ciągu jadłam ryby!). Dodatkowo nie zdawałam sobie sprawy, w ilu rzeczach są substancje pochodzenia zwierzęcego (galaretki, jogurty, czerwone napoje). Zjadałam ogromne ilości nabiału ciesząc się niesamowicie, bo przecież "tak zdrowo się odżywiam". Nie zwracałam wtedy uwagi chociażby na to, czy moje ubrania są skórzane, zdecydowane byłam nieświadoma wielu istotnych kwestii.

W moim przypadku odstawienie ryb było trudne z tamtej perspektywy i trwało kilka porządnych lat. Być może odbyłoby się to szybciej, gdybym miała to co mam teraz - szeroki dostęp do informacji, wsparcie ze strony wielu osób i możliwość skontaktowania się z innymi wegetarianami i weganami. W każdym razie nie pomogło nic, a już najmniej pomogły mi sugestie ze strony innych osób. Mój ówczesny chłopak weganin najpierw próbował mnie zniechęcić do jedzenia ryb mówiąc raz o empatii ("przecież ryby też czują"), a innym razem obrzydzając mi jedzenie. W międzyczasie sam wrócił do wegetarianizmu. Jakiś czas później przestałam jeść ryby, sama, bez nacisków ze strony innych. Zaczęłam pochłaniać jeszcze większe ilości nabiału, a weganizm ciągle uważałam za skrajną dietę, na którą ludzie przechodzą nie wiadomo z jakich powodów (!). W końcu zaczęłam zwracać uwagę na wegetarianizm nie tylko w kontekście jedzenia, ale także w kwestii korporacji testujących na zwierzętach, dodatków zwierzęcych w ubraniach i kosmetykach.

Dwa lata temu, na początku sierpnia 2012r. trafiłam w sieci na wykład Gary'ego Yourofskiego. Obejrzałam wykład, następnie sesję pytań i przepadłam. Od razu po wykładzie przeszłam na weganizm. Miałam wiele wątpliwości: co z moją poranną kawą z mlekiem, jak poradzić sobie bez twarożku, jakim cudem zrobię muffinki czy jak zlepić kotlety. Mleko krowie zastąpiłam sojowym, twarożek zaczęłam robić roślinny (na początku z tofu, ale i tak gościł na moim stole bardzo rzadko). Przepisów na idealne wegańskie muffinki i kotlety szukałam w internecie. Przez pierwsze miesiące codziennie przeglądałam blogi wegańskie do tego stopnia, że po pewnym czasie będąc na zakupach w sklepie dania same mi się w głowie układały. Na początku robiłam proste zakupy i dania. Mój weganizm był tani - strączki, warzywa i owoce. Żeby nie było tak kolorowo, jadłam naprawdę dużo przetworzonej żywności: soki nafaszerowane cukrem, chipsy lub ciasteczka, frytki, białe makarony. Jedyne co było w tym dobrego, że jak już sięgałam po te chipsy to przynajmniej unikałam tych z korporacji testujących na zwierzętach. Dodatkowo używałam wyłącznie białej mąki i nie ćwiczyłam, ruch stanowił dla mnie 10-minutowy spacer do sklepu. Mimo to sądziłam, że odżywiam się zdrowo. Oczywiście dobro zwierząt zawsze było na 1 miejscu, ale mimo wszystko daleko mi było do zdrowego stylu życia. Rodzina szybko dowiedziała się o mojej zmianie stylu życia. Wątpiła w sens i próbowała podważać zdrowotne korzyści ("już przeżyjemy, że nie jesz mięsa, tylko wróć do nabiału"). Było mi o tyle łatwo, że mieszkałam w innym mieście i nie widziałam się z nimi codziennie. Jakiś czas później moja mama została wegetarianką, a dalsza rodzina powoli zaczęła akceptować nasze decyzje.

Rok później zmieniłam swoje życie w znacznym stopniu, zupełnie nie w kontekście weganizmu, ale życiowo. Postanowiłam, że skoro mam więcej czasu dla siebie (skończyłam wtedy studia i zaczęłam szukać pracy) zainwestuję w swoje zdrowie i szczęście. Zapisałam się na zumbę, na którą chodzę do dziś, wróciłam do jogi. Powoli zaczęłam inwestować w zdrowsze jedzenie i naturalne, nietestowane na zwierzętach kosmetyki. Nie mogę powiedzieć, że całkowicie zrezygnowałam z przetworzonej żywności i że ruszam się tyle ile bym chciała, ale zmierzam w dobrym kierunku. :) Nie chcę by zabrzmiało to jak reklama, chociaż czemu nie, ale dzięki przejściu na weganizm nauczyłam się porządnie gotować, zainteresowałam się bardziej naturalną pielęgnacją wolną od okrucieństwa, zaczęłam odżywiać się nie tylko etycznie, ale i zdrowo. Jest naprawdę dobrze.♥

Powyższe zdjęcia nie są mojego autorstwa.
Zobacz więcej >

Zielony miesiąc: podsumowanie 1 tygodnia

 

Jak mi idzie?
nie piję słodzonych soków i napojów +/-
zamieniam je na koktajle w większości zielone / soki świeżo wyciskane +
nie jem słodyczy i niezdrowych przekąsek (papa batoniki, chipsy!) +/-
zamiast nich jem zdrowe, domowe przekąski i desery (najlepiej bezglutenowe) +
nie jem / zmniejszam ilość "białych" produktów +
nie piję codziennie kawy +
♠ zamiast kawy piję zieloną herbatę +
jem o normalnych porach dnia +
Dodatkowo
dbam także o urodę (częściej olejować włosy i stosować płukanki) +/-
częściej ćwiczyć (do tej pory była zumba max. 2 razy w tygodniu)
lepiej spędzać czas (czytanie książek zamiast seriali) +/-

Te punkty, które tworzyłam tydzień temu wydawały się bardzo proste do realizacji, tak proste że zastanawiałam się czy warto o tym pisać. Dla wielu osób taki styl życia jest zwyczajną codziennością, choć wiem że są osoby które uważają ten pomysł za ekstremalny (ciężko w to uwierzyć!). Do zielonego miesiąca przyłączyła się moja mama, co ostatecznie nie stanowiło dla mnie większego wsparcia w weekend, ale o tym za chwilę. Jedna koleżanka (zwolenniczka vege) pochwaliła mój pomysł, choć widząc zielone koktajle trochę zwątpiła. Czułam się jakbym przyniosła kilka butelek taniego wina z zamiarem ich natychmiastowego wypicia, a nie zdrowy szejk. Ostatecznie przekonała się jak powąhała koktajl (czuć było ananas, a nie zieleninę). Z kolei druga koleżanka mnie zdziwiła. Jak jej powiedziałam, że mam zamiar odżywiać się zdrowo co oznacza lepiej niż dotychczas, usłyszałam "to co zamierzasz ograniczyć: warzywa czy fasolę?". Żeby było śmieszniej, nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam przysłowiową fasolę z warzywami (za to jutro robię taki obiad trochę jej na przekór). Wracając do mamy, zaczęła ze mną zielony miesiąc z wielkim entuzjazmem, bardzo się ucieszyłam. A teraz marudzi za każdym razem jak jej przypominam, że jeśli chce placki to razowe, a ciasto to najlepiej bezglutenowe, ale ostatecznie wszystko jej smakuje.
Niestety od Piątku z mojej silnej woli niewiele pozostało, trochę dzięki mamie ("na pewno nie chcesz czegoś słodkiego?"), ale nie ma co ukrywać, przede wszystkim dzięki samej sobie. Do Piątku było idealnie, 0 wpadek, choć nie powiem, że było łatwo od początku. Pierwsze dwa dni były najgorsze, mniej więcej od godziny 17 chęć na słodkości (soki i niezdrowe słodycze) wzrosła drastycznie i wyglądałam mniej więcej tak:

źródło: pinterest
 Z tym, że patrzyłam raczej w stronę przysłowiowej muffinki, a nie jabłka... Na szczęście nie ugięłam się, nic nie zjadłam "głupiego". Także przezwyciężyłam zwyczaje, np. jedzenie przekąsek w trakcie filmu, jedzenie po 22. Przez kolejne dni trzymałam się dzielnie, chęć na niezdrowe rzeczy malała. Na pewno w tygodniu łatwiej trzymać się postanowień, kiedy brakuje czasu i ledwo wyrabiam się na zakrętach (także jedzeniowych, żeby zjeść kolację zanim będzie zbyt późno). Ok, udało się do Piątku. A od Piątku... nektar pomarańczowy, chipsy, mały napój, galaretki. Nie wydaje się to takie straszne, ale jak pomyślę, że chipsy zjadłam około północy, przez co rozregulowałam sobie godziny posiłków w sobotę i niedzielę (śniadanie w sobotę zjadłam o 14!)... Dobrze, że kończy się już ten niezdrowy weekend. ;) Jednak takie odstępstwa nie są dla mnie, od razu wracam do starych zwyczajów. Lepiej będzie zostać przy domowych, zdrowszych słodkościach i nie robić odstępstw.


Akurat dziś trafiłam na warte uwagi SPOSOBY NA SIŁĘ WOLI u Pepsieliot:
♥ Oczyść swoje miejsce. Stwierdzono, że czysta przestrzeń zwiększa siłę woli. 
Coś w tym jest, od tygodni widzę i nawet czuję chaos wokół siebie (ciągle mam zamiar ogarnąć to, teraz będzie dodatkowa motywacja).
♥ Wyciągnij na wierzch swój strój do ćwiczeń. 
To akurat mnie nie dotyczy, chodzę na zumbę o konkretnej godzinie i nie ma możliwości bym z tego zrezygnowała. ;) Jednak uważam, że mogłabym się częściej ruszać, więc wprowadzam codzienny szybki spacer półgodzinny niezależny od pogody (przynajmniej wtedy kiedy nie ma zumby czyli 5 dni w tygodniu!).
♥ Nie doprowadzaj do głodu. Zawsze miej coś przy sobie zdrowego do przekąszenia. Głodny często oznacza też zły. Pamiętaj, że glukoza daje więcej siły woli. 
Rada nr 1! Frustruję się z prędkością światła, jeśli jestem głodna czytaj: jeśli nie zjadłam czegoś słodkiego.
♥ Odkładaj głupie pomysły żywieniowe na później. Powiedz sobie, że jeśli masz na coś ochotę, to najpierw zjesz coś zdrowego, a potem zobaczysz, czy nadal będziesz miał ochotę na tamto. Nie będziesz się wtedy torturował, po prostu zobaczysz, wtedy gdy w Twoim żołądku będzie już trochę kalorii ze zdrowego jedzenia.  
Kolejna złota rada dla mnie! + jeśli już muszę zjeść coś słodkiego, niech to będzie mus czekoladowy z avocado lub kakao na mleku roślinnym, a nie "głupie jedzenie"!
♥ Wysypiaj się. Wystarczająca ilości snu jest kluczem do utrzymania rezerw siły woli.  
Śpię siedem godzin, w weekend więcej, chyba jest całkiem nieźle. ;)

No to ćwiczę siłę woli od nowa! :)
źródło: pinterest
Zobacz więcej >

Marcowy eksperyment: EAT GREEN

Od jutra ruszam z miesiącem oczyszczania pod roboczą nazwą: EAT GREEN


Zamierzam:
wyeliminować słodzone soki i napoje
zamienić je na koktajle w większości zielone / soki świeżo wyciskane
wyeliminować słodycze i niezdrowe przekąski (papa batoniki, chipsy!)
zamienić powyższe na zdrowe, domowe przekąski i desery (najlepiej bezglutenowe)
wyeliminować/ maksymalnie zmniejszyć "białe" produkty (białe pieczywo, mąkę pszenną, tradycyjny makaron i ryż)
skończyć z codziennym piciem kawy i zamienić ją na zieloną herbatę
jeść o normalnych porach dnia

Chciałabym:
zadbać także o urodę (częściej olejować włosy i stosować płukanki)
częściej ćwiczyć (do tej pory była zumba max. 2 razy w tygodniu)
lepiej spędzać czas (co się stało, że zamieniłam czytanie na seriale? :P)

Zastanawiam się jeszcze nad wprowadzeniem jednego dnia w tygodniu "normalnego" pozwalającego na odstępstwa, ale obawiam się że wtedy dobre nawyki znikną z dnia na dzień, że zacznę od małego soczku i ciasteczka, a skończy się na coli i paczce chipsów zjedzonych grubo po północy... ;) 

Skąd taki pomysł? Od dłuższego czasu czuję się uzależniona przede wszystkim od cukru. Dzień bez kupnego soku i słodkości jest ciężki do przetrwania. Niezdrowe przekąski pojawiają się zbyt często i o zbyt późnej porze. Codzienna kawa to bardziej przyzwyczajenie, chcę zobaczyć jak duże. Od dłuższego czasu też myślałam o ograniczeniu "białych" produktów.

Piszę tu o tym, bo będzie mi trudniej z tego zrezygnować. Kto ma słomiany zapał, ręka w górę! [ja!] ;) Chciałabym tutaj pisać o postępach na bieżąco i wrzucać przepisy na zdrowe i smaczne dania, które w rzeczywistości jem. Może się komuś przyda, mi na przyszłość na pewno. Nie traktuję tego miesiąca jako wyrzeczenia. Wiem, że wciąż są osoby myślące, że zielone koktajle są niesmaczne i że się współczuje osobom uczulonym na pszenicę, bo przecież nic od życia nie mają. Zauważyłam też w jakim kontekście w serialach/filmach pojawia się weganizm. Prawie zawsze w stylu "znowu kupiłaś wegańskie jedzenie? muszę to jeść?" albo "nie mów, że stałaś się nawiedzoną weganką i jesz tofu". Tofu chyba wciąż symbolizuje nijakie jedzenie, a w rzeczywistości jest przecież wręcz przeciwnie. Kto jadł, a nie lubi tofu, jest ktoś taki? ;) [no pewnie, że nie!]

♥ Inspiracje na najbliższy miesiąc ♥



 





źródło zdjęć: pinterest
Zobacz więcej >

Nie testowane na zwierzętach


UWAGA! W dniu umieszczenia tego postu firmy przedstawione poniżej deklarowały, że nie testują produktu końcowego, jego składników na zwierzętach oraz że nie są na rynku chińskim. Informacje mogą nie być aktualne w momencie, w którym to czytasz. Aktualizacje odnośnie firm są na końcu wpisu (co nie oznacza, że są to wszystkie aktualizacje na moment, w którym to czytasz).


Przynajmniej kilka razy w miesiącu trafiam na pytanie o produkty testowane na zwierzętach lub wolne od okrucieństwa. Coraz częściej jedna informacja jest fałszowana przez drugą. Dochodzę do takiego tego momentu, w którym nie mam siły wciąż powtarzać, że króliczek na katalogu Avonu nie daje gwarancji czystego sumienia.

Dla mnie istotne jest żeby:
produkt nie był testowany na zwierzętach
substancje składowe nie były testowane na zwierzętach
♠ firma nie zlecała testowania produktów/poszczególnych składników produktu przez inne firmy i instytucje
♠ produkt nie zawierał składników odzwierzęcych
♠ firma nie należała do koncernu testującego na zwierzętach (np. The Body Shop należy do L'oreala więc NIE jest cruelty-free!)
♠ firma nie wchodziła na rynek chiński ("Produkt, który ma wejść na rynek chiński, zgodnie z prawem Chin, musi zostać przetestowany na zwierzętach"*)

Gwarancji nie daje nam:
♣ napis "produkt nie był testowany na zwierzętach" (brak określenia czasu, informacja dotyczy testowania końcowego produktu)
rysunek królika na opakowaniu produktu (taki rysunek prawnie nic nie znaczy)
♣ deklaracja "nasza firma nie testuje na zwierzętach" (zbyt ogólne stwierdzenie, firma może zlecać testy innym instytucjom)
deklaracja firmy w e-mailu, wiadomości na fb (to do niczego prawnie nie zobowiązuje)
certyfikat firmy o nietestowaniu produktów na zwierzętach (certyfikaty takie mają m.in. firmy rosyjskie: Natura Siberica, Organic Shop, Planeta Organica, Babcia Agafja; nadal mogą testować poszczególne składniki!)
♣ informacja na stronie internetowej (na na Helfy.pl ponownie pojawiają się tutaj rosyjskie firmy jako wolne od okrucieństwa, co nie jest potwierdzone)

Ostatnio pomyślałam sobie, że o wiele łatwiej jest wdrążyć się w temat i wiedzieć czego unikać niż tego, co można stosować. Wystarczy wykaz koncernów by wiedzieć do jakich produktów spożywczych i kosmetycznych się nie zbliżać. Takie grafiki wiele ułatwiają, zwłaszcza że w dużej mierze jesteśmy wzrokowcami i najłatwiej kojarzymy logo z firmą. Nikt już teraz mi nie wmówi, że nic w zwykłej drogerii nie kupi, że wszystko jest za drogie itd. ;) Poniższy wykaz nie zawiera wszystkich firm nie testujących, tylko te najbardziej znane według mnie. Część z nich nie jest dostępna stacjonarnie i jest droższa, ale ciężko żeby szampon z SLS i toną zapychaczy kosztował tyle samo, co w 95% organiczny. ;-)



I moje ulubione:



Alterrę lubię głównie za dostępność i ceny (maska z granatem jest genialna, czego nie mogę powiedzieć o szamponie z tej serii). 
Alverde ma lepsze produkty niż Alterra (dostępna tylko w DM poza Polską i na allegro, kosmetyki pielęgnacyjne i kolorowe). 
Skin Blossom polubiłam bardzo, choć ceny są wyższe niż drogeryjne (cudowna odżywka do włosów!), podobnie Faith in nature (niezły skład, piękne zapachy i biodegradowalne opakowania).
Everyday Minerals za mineralne podkłady (próbki opłaca się zamawiać z oficjalnej strony EM za zwrot przesyłki, wysoka cena, ale produkty starczają na bardzo długo). 
Sleek ma piękne, także starczające na długo palety cieni.

Firmy wchodzące na rynek chiński: Absolute Organic, Bentley Organic, Eubiona, Madara, Neobio, Nonique, Organix, Provida, Urtekram.**

P.S. Nie zachęcam do wydawania fortuny na kosmetyki, ale dobrze mieć wybór. Uważam, że warto korzystać także z naturalnych kosmetyków, np. z oleju kokosowego czy z aloesu.

06.2014: Eco Cosmetics nie wchodzi na rynek chiński, jest nadal bezpieczny.
12.2014: Soraya należy do koncernu Cederroth, jest wysoce prawdopodobne, że testuje na zwierzętach.***
12.2014: Farmona wchodzi na rynek chiński.***
08.2015: Eveline prawdopodobnie sprzedaje produkty na rynku chińskim. ***
Inglot jest niepewną firmą ze względu na brak odpowiedzi z ich strony oraz prawdopodobnie nie sprawdza swoich dostawców pod kątek testowania na zwierzętach. ***
Celia, Dax Cosmetics  i Perfecta należą do Rohto Pharmaceutical testującego na zwierzętach. ***
 
* Na podstawie tej listy i własnych poszukiwań.
** Źródło
*** Źródło 
Jeśli posiadacie informacje, że któraś z firm testuje, proszę o wiadomość.
Zobacz więcej >

2014!

Poprzedni rok wiązał się z wielkimi zmianami - rozstaniami, ale także nowymi znajomościami i odnowieniem tych starszych, z zakończeniem pewnych etapów w życiu (studiów), ze zmianą miejsca zamieszkania (znowu!), z podjęciem zawodu psychologa. Nie wiem co przyniesie 2014, ale mam nadzieję że będzie (pozytywnie) intensywnie. :)


Czego sobie życzę?

mniej frustracji, więcej radości. 
mniej nerwów, więcej spokoju.
mniej lenistwa. więcej działania.
najwięcej miłości. szczęśliwości.
otaczania się ciepłymi, szczerymi ludźmi.
źródło: pinterest

bycia lepszym psychologiem (:
źródło: http://web.stagram.com/p/449460659617693231_5330414
 
dużo dużo więcej czytania książek. 
to cudowny sposób spędzania czasu!
zimą z kubkiem gorącej czekolady. 
a latem na hamaku nad rzeką.
źródło: pinterest

zdrowszego odżywiania się.
chcę zapomnieć o niezdrowych przekąskach i sokach pełnych cukru.
więcej zielonych szejków i surowych posiłków!
źródło: http://www.pieceofcakepeaceofmind.com

picia domowych soków w tych cudownych słoiczkach.
źródło: pinterest

więcej ruchu. najlepiej codziennie.
źródło: pinterest
źródło: pinterest

podróży małych i dużych.
największe marzenie NY. będę tam kiedyś!
źródło: pinterest

nie poddawania się z dalszym zapuszczaniem włosów.
źródło: http://www.flickr.com/photos/kristapalmu/4713980054/in/photostream

nowych tatuaży
źródło: http://weheartit.com/entry/12987686/via/elxantifazx

 A Wam życzę jak najwięcej miłości do siebie, innych cudownych ludzi i jak zawsze do zwierząt :)
źródło: http://fellowfellow.com/happy-new-year/
Zobacz więcej >

Inspiracje

(Pisząc do samej siebie.)

Dość z chodzeniem do pracy bez energii.
Dość codziennego zmęczenia po pracy.

Dość narzekania na brak czasu.
 Narzekania, że za mało robisz. 
(Robisz wystarczająco dużo. Za mało? - zrób coś z tym!)


Ciesz się chwilą.



Bądź wdzięczny. 
Codziennie pytaj siebie, za co jesteś wdzięczny.


Staraj się bardziej dla pacjentów.
Dodawaj im nadziei, pozytywnej energii.

Nie narzekaj! / ewentualnie narzekaj mniej ;)
Jeśli nie możesz zmienić jednej rzeczy, zmień te, na które masz wpływ.


Inspiruj się.
Obrazami, muzyką, ludźmi, psychologią, otoczeniem, końcówką jesieni.

Przypomnij sobie o swoich pasjach!

Odkryj siebie na nowo. I świat też.
Zapomnij o ograniczeniach.


Wydawaj pieniądze mądrze. Inwestuj w siebie. Rozsądnie.

Jeszcze raz. Inspiruj się i bądź inspiracją dla innych.

Zapisz sobie cele. Zmierzaj do nich.
Nie jesteś pesymistką, zrozum to. 

Będzie dobrze! : )

(powyższe zdjęcia nie są mojego autorstwa)
Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka