Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksperyment eat green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksperyment eat green. Pokaż wszystkie posty

Jesienny sok z jarmużem

 
Ten sok to klasyka. Połączenie marchewki z jabłkami to duet idealny, a dodatek zieleniny podbija wartość tego napoju. Nie musicie używać jarmużu, równie dobrze sprawdzi się natka pietruszki czy szpinak. Coś czuję, że w najbliższym czasie bardzo często będę robić ten sok, zwłaszcza że mam ogromny zapas jabłek i jarmużu z własnej hodowli. :)

Jesienny sok z jarmużem
♥ 1 kg marchewki
♥ 0,5 kg twardych jabłek
♥ dwie garści jarmużu
Warzyw i owoców nie obieram, jedynie kroję na kawałki. Składniki przeciskam przez wyciskarkę. Z tych proporcji wychodzi około litr soku.


P.S. Mój blog dołączył do programu Stowarzyszenia Empatia "Weganizm. Spróbujesz?". Na stronie empatia.pl/przepisy możecie znaleźć prawie setkę wegańskich blogów biorących udział w programie, a poprzez facebook możecie śledzić wpisy. :)



http://vegespot.pl/akcje/69/odchudzanie-na-weganie/
Zobacz więcej >

Dietetyczny wegański majonez i chipsy jarmużowe


Majonez to coś, czego nigdy mi nie brakowało, jadłam go bardzo mało nawet jako wegetarianka. Są jednak takie rzeczy, do których jest świetnym dodatkiem. Można się kłócić, że majonez bez jajek to nie majonez, a bez szklanki oleju tym bardziej. Moją wersję majonezu można nazwać dipem, sosem, czymkolwiek chcecie. Ważne, że jest kremowy, pyszny i niskokaloryczny. Jeszcze ważniejsze jest to, że to świetna baza pod wegański sos czosnkowy czy tzatziki. Bezpośrednio po zrobieniu konsystencją przypomina sos, ale po odstawieniu do lodówki staje się gęsty. Jeśli chodzi o przepis to bazowałam na ryżowym majonezie od Wegan Nerd. Nie sugerujcie się zdjęciami, majonezu wychodzi bardzo dużo.


Dietetyczny wegański majonez
♥ 1 szklanka płatków ryżowych
♥ 1 szklanka niesłodzonego mleka roślinnego
♥ 2 łyżki octu jabłkowego
♥ 1/2 szklanki wody
♥ 3 łyżki musztardy
♥ 1 łyżka oleju (opcjonalnie)
♥ sól czarna
♥ pieprz cytrynowy
Do rondelka wrzucam płatki ryżowe i mleko roślinne, doprowadzam do wrzenia. Gotuję ok. 2 minuty i odstawiam. Następnie miksuję je z wodą, octem, musztardą i opcjonalnie z olejem. Do smaku dodaję pieprz cytrynowy i sól czarną. Odstawiam do lodówki na przynajmniej pół godziny. Jeśli chcę otrzymać dip dodaję więcej wody, soli i pieprzu.


Jeśli miałabym wymienić jedną rzecz, która nie zmieniła się od czasu przejścia na wegetarianizm i później weganizm, coś co mi towarzyszyło jeszcze przed moją zmianą stylu życia to zwyczajne uwielbienie chipsów (i właściwie słodyczy też, ale nie o tym dziś piszę). Obecnie unikam pustego jedzenia w sensie mąki pszennej, białego cukru, smażenia w głębokim tłuszczu, ale jeśli w domu pojawią się chipsy to prędzej czy później po nie sięgnę. Wiem, że to sam tłuszcz i chemia, świadomość tego wcale mnie nie zniechęca. Dlatego jakakolwiek alternatywa jest bardzo pożądana. Pewnie świetnie znacie lub słyszeliście nie raz o chipsach z jarmużu, ja o nich słyszałam wielokrotnie. Raz nawet je jadłam na brunchu w jednym warszawskim lokalu i były niezłe, ale nic poza tym, chyba były mało przyprawione. Dopiero ostatnio mając tylko kilka liści jarmużu zrobiłam chipsy i przepadłam. Cieszę się, że robiąc je pierwszy raz ich nie spaliłam, haha. Są lekko słodkie, chrupkie, idealne. A zimą mogę robić fioletowe chipsy, bo znalazłam taką cudną odmianę jarmużu! :)

Chipsy jarmużowe
♥ jarmuż
♥ 1 łyżeczka papryki słodka w proszku
♥ 1 łyżka płatków drożdżowych
♥ 1 łyżka oleju
Jarmuż myję i suszę, usuwam grubą łodygę i kroję na mniejsze kawałki. Wrzucam je do miski, dodaję olej i przyprawy. Mieszam, by wszystkie liście zostały pokryte mieszanką oleju i przypraw. Liście układam na blaszce wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową. Układam jarmuż w miarę równomiernie. Piekę w 150 stopniach przez maksymalnie 5 minut.

Zobacz więcej >

Jak polubić zielone szejki i szejk z liści rzodkiewki

Ostatnio dzień w dzień robię rano zielone koktajle i nieważne, że wstałam zbyt późno, że jest wcześnie rano (piątka czterdzieści pięć pobudka) i nic się nie chce. Nieważne, że nie ma chleba a nawet mleka sojowego. Najważniejsze czy mam zieleninę w domu (i może jeszcze banany♥). Ostatnio miałam 20 minut do wyjścia i jeden z domowników spytał mnie zdziwiony "jak to, nie będzie dziś koktajlu?". Do dobrego, zielonego wszyscy szybko się przyzwyczajają. (: 

Pamiętam jak jeszcze rok temu byłam kompletnie zielona jeśli chodzi o zielone napoje. Któregoś dnia kupiłam jarmuż i kompletnie nie wiedziałam co z nim zrobić. Pierwsze szejki robiłam bardzo dokładnie według przepisów. Myślałam, że inaczej się nie da. Na początku nawet słodziłam koktajle cukrem (!). Dopiero z czasem zaczęłam coś dodawać od siebie, a teraz nie wyobrażam sobie trzymania się konkretnych proporcji. To, o czym dzisiaj piszę części osób wydaje się oczywiste, ale dla początkujących zielonożerców może akurat się przyda? Zwłaszcza, że wciąż widzę jak wiele osób nie wyobraża sobie połączenia zieleniny z owocami.
Przypomniał mi się wczorajszy wypad do wegańskiego lokalu (jedynego w moim mieście, ba, jedynego na całym Podlasiu zapewne). Zamówiłam sobie zielony szejk, B. próbuje i widzę, że bardzo jej nie smakuje. Nie dziwię się, natka pietruszki z bananem, z tym że banan chyba gdzieś sobie poszedł, B. od razu zapija swoim czekoladowym smufi, żeby pozbyć się złych, zielonych wspomnień. Mi smak natki nie przeszkadza i choć do zielonego dodaję zawsze owoce, wypiłam ten szejk, wypiłabym więcej, po prostu przyzwyczaiłam się do smaku zieleniny. :)

Jak zacząć? Przede wszystkim zastanów się jaką chcesz kupić zieleninę i gdzie. Początkującym odradzam sałatę, jej smak najbardziej przebija się przez owoce. To co jest najbardziej dostępne, sezonowe i organiczne na tyle ile da się kupcie/zerwijcie. Drugą sprawą jest pochodzenie zieleniny. Jeśli macie inną możliwość niż kupno zieleniny w markecie, zróbcie to. Jak tylko zauważyłam świeżą natkę pietruszki na targu, sięgałam po nią. Obecnie zielonego nie kupuję wcale. Mam na działce szpinak i rukolę. Jednak najczęściej sięgam po liście rzodkiewki (jako jedna z niewielu osób posadziłam rzodkiewkę dla liści).

A oto dlaczego unikam zieleniny z marketów:
źródło: http://litehousefoods.com

Szpinak, sałata i jarmuż należą do parszywej dwunastki owoców i warzyw najbardziej zanieczyszczonych. Jasne, że zimą kupuję szpinak w markecie, ale jak tylko da się, szukam bardziej ekologicznych dostawców.

A oto z czego robię zielone szejki: 

Bazą u mnie zawsze jest woda, czasem woda z cytryną i miętą. Woda kokosowa jest zbyt smaczna sama w sobie by pić ją w czymś innym. Dawno już też wyrosłam z myślenia, że szejki muszą być koniecznie na mleku (roślinnym).
Zieleninę wybieram dowolnie. Najbardziej lubię jarmuż, szpinak i liście rzodkiewki, choć oczywiście natka pietruszki też daje radę. Z kolei rukolę czy roszponkę wolę zjeść w stałej formie.
Największe pole popisu mam przy owocach. Mimo to zawsze dodaję banana, a nawet kilka, daje słodycz i kremową konsystencję, nie do zastąpienia niczym innym. Polecam także truskawki i maliny (jeśli macie dostęp do malin, polecam mrożenie, ja w ten sposób piję zielono-malinowe koktajle także jesienią i zimą). Sok z cytrusów dodaję zawsze, a z kolei owoce egzotyczne niesamowicie zabijają smak zieleniny.
Z dodatków zbyt często nie korzystam z czystego lenistwa. Świeżo zmielone siemię lniane powinno być obowiązkowe. Jeśli chcemy dodać daktyle, warto je wcześniej namoczyć, a później dodać je do koktajlu razem z wodą, w której się moczyły.

Na koniec mój ulubiony szejk ostatnich dni i wkrótce tygodni (choć teraz dodaję jeszcze truskawki):
Zielony szejk z liści rzodkiewki
♥ 50 g liści rzodkiewki
♥ 2 banany
♥ 1 pomarańcza
♥ woda (ok. 1 szklanka)
Liście rzodkiewki bardzo dokładnie myję, oddzielam od łodyg. Wyciskam sok z pomarańczy. Liście rzodkiewki miksuję z sokiem z pomarańczy i odrobiną wody (daję tyle wody, żeby miksowanie było możliwe). Dodaję banany i miksuję. Dodaję wodę do uzyskania idealnej konsystencji.

Oczyszczające smoothies
Zobacz więcej >

Wyciskarka i niepozorny sok zielony

Ten sok powstał przypadkiem. Miałam świeżego ananasa i szpinak, który trzeba było zjeść jak najszybciej. Obawiałam się, że ananas nie będzie wyczuwalny w przeciwieństwie do zieleniny. Nic bardziej mylnego. Szpinak przede wszystkim nadaje kolor, a ananas oddaje smak i cudowną słodycz. Ten sok ma zwykle ciemnozielony kolor i większości osób kojarzy się ze zdrowym, niesmacznym napojem. Zmieniają zdanie jak tylko spróbują słodkiego, zielonego soku.

Niepozorny zielony sok
♥ ananas
♥ 250-450 gram szpinaku
Obieram ananasa, kroję go na mniejsze kawałki. Wyciskam sok z ananasa i szpinaku za pomocą wyciskarki.

W ostatnim czasie wzięłam się także za hodowlę trawy pszenicznej.

Jakie było moje zdziwienie, że tak mało soku wychodzi z tej trawy. A jeszcze bardziej zdziwił mnie smak. Było to bardzo bardzo niesmaczne. Szkoda, że wtedy nie przyszło mi do głowy, by połączyć trawę pszeniczną z innymi składnikami. ;) Następnym razem to zrobię!

Wypadałoby w końcu ocenić wyciskarkę. Oscara mam prawie od pół roku. Czy było warto zamienić sokowirówkę na sprzęt kilkukrotnie droższy?

Zależało mi przede wszystkim na wyciskaniu zieleniny. Faktycznie wyciskarka radzi sobie świetnie. Chociaż przy niektórych liściach nie widzę sensu wyciskania, np. jarmuż daje bardzo mało soku, znacznie lepiej jest go zmiksować. Za to szpinak sprawdza się idealnie, z trawą pszeniczną też nie ma problemu. Jeśli chcemy wyciskać więcej niż kilka razy w roku jabłka i marchewkę, to można pomyśleć o tym sprzęcie. Zastanawiałam się jeszcze jak długo będę mogła trzymać otrzymane soki w lodówce. W końcu zajmuje to trochę czasu, fajnie zabrać soczek do pracy i jednocześnie nie wstawać o piątej rano, by go zrobić. Podobno soki można trzymać 3 doby w lodówce, ja trzymałam maksymalnie 2 doby. Nic się nie rozwarstwiło, a smak się nie zmienił. Także to kolejna zdrowa i smaczna rzecz, jaką można zabrać do pracy czy na piknik. Jeszcze jest jedna rzecz, której się obawiałam. Zawsze miałam trudność z domyciem sokowirówki i musiałam poświęcić na to sporo czasu. To bardzo zniechęcało i powodowało, że coraz rzadziej po nią sięgałam. Zastanawiałam się czy tu będzie podobnie. Na szczęście nie, wyciskarkę myje się bardzo szybko, a do tego składa się ją w całość błyskawicznie. Dzięki czemu częściej po nią sięgam i nawet jeśli w trakcie wyciskania soku muszę sprzęt umyć nie ma z tym problemu.
Póki co są same plusy. Nie jest aż tak kolorowo. Moja wyciskarka dość łatwo się zapycha miękkimi składnikami. Miękkie jabłka potrafią zrobić mus zamiast soku, a nawet ananas może zapchać sprzęt już nawet po kilku minutach. Na szczęście wyczyszczenie Oscara trwa chwilę, więc to nie zniechęca. Za to bardzo zniechęca cena (zawsze możemy szukać okazji, np. czasem pojawia się na aukcjach wyciskarka z Biedronki). Zastanawiałam się ostatnio czy gdybym miała ją kupić dzisiaj kupiłabym wyciskarkę czy może porządny blender i malakser. Najchętniej kupiłabym wszystko na raz, ale bliżej mi jednak do wyciskarki. To z powodu możliwości wyciskania liści i świadomości, że nie są niszczone enzymy (w przeciwieństwie do sokowirówki).

Małe podsumowanie jakby komuś nie chciało się powyższego czytać:
Zobacz więcej >

Zielony miesiąc: podsumowanie 1 tygodnia

 

Jak mi idzie?
♠ nie piję słodzonych soków i napojów +/-
♠ zamieniam je na koktajle w większości zielone / soki świeżo wyciskane +
♠ nie jem słodyczy i niezdrowych przekąsek (papa batoniki, chipsy!) +/-
♠ zamiast nich jem zdrowe, domowe przekąski i desery (najlepiej bezglutenowe) +
♠ nie jem / zmniejszam ilość "białych" produktów +
♠ nie piję codziennie kawy +
♠ zamiast kawy piję zieloną herbatę +
♠ jem o normalnych porach dnia +
Dodatkowo
♠ dbam także o urodę (częściej olejować włosy i stosować płukanki) +/-
♠ częściej ćwiczyć (do tej pory była zumba max. 2 razy w tygodniu) - 
♠ lepiej spędzać czas (czytanie książek zamiast seriali) +/-

Te punkty, które tworzyłam tydzień temu wydawały się bardzo proste do realizacji, tak proste że zastanawiałam się czy warto o tym pisać. Dla wielu osób taki styl życia jest zwyczajną codziennością, choć wiem że są osoby które uważają ten pomysł za ekstremalny (ciężko w to uwierzyć!). Do zielonego miesiąca przyłączyła się moja mama, co ostatecznie nie stanowiło dla mnie większego wsparcia w weekend, ale o tym za chwilę. Jedna koleżanka (zwolenniczka vege) pochwaliła mój pomysł, choć widząc zielone koktajle trochę zwątpiła. Czułam się jakbym przyniosła kilka butelek taniego wina z zamiarem ich natychmiastowego wypicia, a nie zdrowy szejk. Ostatecznie przekonała się jak powąhała koktajl (czuć było ananas, a nie zieleninę). Z kolei druga koleżanka mnie zdziwiła. Jak jej powiedziałam, że mam zamiar odżywiać się zdrowo co oznacza lepiej niż dotychczas, usłyszałam "to co zamierzasz ograniczyć: warzywa czy fasolę?". Żeby było śmieszniej, nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam przysłowiową fasolę z warzywami (za to jutro robię taki obiad trochę jej na przekór). Wracając do mamy, zaczęła ze mną zielony miesiąc z wielkim entuzjazmem, bardzo się ucieszyłam. A teraz marudzi za każdym razem jak jej przypominam, że jeśli chce placki to razowe, a ciasto to najlepiej bezglutenowe, ale ostatecznie wszystko jej smakuje.
Niestety od Piątku z mojej silnej woli niewiele pozostało, trochę dzięki mamie ("na pewno nie chcesz czegoś słodkiego?"), ale nie ma co ukrywać, przede wszystkim dzięki samej sobie. Do Piątku było idealnie, 0 wpadek, choć nie powiem, że było łatwo od początku. Pierwsze dwa dni były najgorsze, mniej więcej od godziny 17 chęć na słodkości (soki i niezdrowe słodycze) wzrosła drastycznie i wyglądałam mniej więcej tak:

źródło: pinterest
 Z tym, że patrzyłam raczej w stronę przysłowiowej muffinki, a nie jabłka... Na szczęście nie ugięłam się, nic nie zjadłam "głupiego". Także przezwyciężyłam zwyczaje, np. jedzenie przekąsek w trakcie filmu, jedzenie po 22. Przez kolejne dni trzymałam się dzielnie, chęć na niezdrowe rzeczy malała. Na pewno w tygodniu łatwiej trzymać się postanowień, kiedy brakuje czasu i ledwo wyrabiam się na zakrętach (także jedzeniowych, żeby zjeść kolację zanim będzie zbyt późno). Ok, udało się do Piątku. A od Piątku... nektar pomarańczowy, chipsy, mały napój, galaretki. Nie wydaje się to takie straszne, ale jak pomyślę, że chipsy zjadłam około północy, przez co rozregulowałam sobie godziny posiłków w sobotę i niedzielę (śniadanie w sobotę zjadłam o 14!)... Dobrze, że kończy się już ten niezdrowy weekend. ;) Jednak takie odstępstwa nie są dla mnie, od razu wracam do starych zwyczajów. Lepiej będzie zostać przy domowych, zdrowszych słodkościach i nie robić odstępstw.


Akurat dziś trafiłam na warte uwagi SPOSOBY NA SIŁĘ WOLI u Pepsieliot:
♥ Oczyść swoje miejsce. Stwierdzono, że czysta przestrzeń zwiększa siłę woli. 
Coś w tym jest, od tygodni widzę i nawet czuję chaos wokół siebie (ciągle mam zamiar ogarnąć to, teraz będzie dodatkowa motywacja).
♥ Wyciągnij na wierzch swój strój do ćwiczeń. 
To akurat mnie nie dotyczy, chodzę na zumbę o konkretnej godzinie i nie ma możliwości bym z tego zrezygnowała. ;) Jednak uważam, że mogłabym się częściej ruszać, więc wprowadzam codzienny szybki spacer półgodzinny niezależny od pogody (przynajmniej wtedy kiedy nie ma zumby czyli 5 dni w tygodniu!).
♥ Nie doprowadzaj do głodu. Zawsze miej coś przy sobie zdrowego do przekąszenia. Głodny często oznacza też zły. Pamiętaj, że glukoza daje więcej siły woli. 
Rada nr 1! Frustruję się z prędkością światła, jeśli jestem głodna czytaj: jeśli nie zjadłam czegoś słodkiego.
♥ Odkładaj głupie pomysły żywieniowe na później. Powiedz sobie, że jeśli masz na coś ochotę, to najpierw zjesz coś zdrowego, a potem zobaczysz, czy nadal będziesz miał ochotę na tamto. Nie będziesz się wtedy torturował, po prostu zobaczysz, wtedy gdy w Twoim żołądku będzie już trochę kalorii ze zdrowego jedzenia.  
Kolejna złota rada dla mnie! + jeśli już muszę zjeść coś słodkiego, niech to będzie mus czekoladowy z avocado lub kakao na mleku roślinnym, a nie "głupie jedzenie"!
♥ Wysypiaj się. Wystarczająca ilości snu jest kluczem do utrzymania rezerw siły woli.  
Śpię siedem godzin, w weekend więcej, chyba jest całkiem nieźle. ;)

No to ćwiczę siłę woli od nowa! :)
źródło: pinterest
Zobacz więcej >

Marcowy eksperyment: EAT GREEN

Od jutra ruszam z miesiącem oczyszczania pod roboczą nazwą: EAT GREEN


Zamierzam:
♠ wyeliminować słodzone soki i napoje
♠ zamienić je na koktajle w większości zielone / soki świeżo wyciskane
♠ wyeliminować słodycze i niezdrowe przekąski (papa batoniki, chipsy!)
♠ zamienić powyższe na zdrowe, domowe przekąski i desery (najlepiej bezglutenowe)
♠ wyeliminować/ maksymalnie zmniejszyć "białe" produkty (białe pieczywo, mąkę pszenną, tradycyjny makaron i ryż)
♠ skończyć z codziennym piciem kawy i zamienić ją na zieloną herbatę
♠ jeść o normalnych porach dnia

Chciałabym:
♠ zadbać także o urodę (częściej olejować włosy i stosować płukanki)
♠ częściej ćwiczyć (do tej pory była zumba max. 2 razy w tygodniu)
♠ lepiej spędzać czas (co się stało, że zamieniłam czytanie na seriale? :P)

Zastanawiam się jeszcze nad wprowadzeniem jednego dnia w tygodniu "normalnego" pozwalającego na odstępstwa, ale obawiam się że wtedy dobre nawyki znikną z dnia na dzień, że zacznę od małego soczku i ciasteczka, a skończy się na coli i paczce chipsów zjedzonych grubo po północy... ;) 

Skąd taki pomysł? Od dłuższego czasu czuję się uzależniona przede wszystkim od cukru. Dzień bez kupnego soku i słodkości jest ciężki do przetrwania. Niezdrowe przekąski pojawiają się zbyt często i o zbyt późnej porze. Codzienna kawa to bardziej przyzwyczajenie, chcę zobaczyć jak duże. Od dłuższego czasu też myślałam o ograniczeniu "białych" produktów.

Piszę tu o tym, bo będzie mi trudniej z tego zrezygnować. Kto ma słomiany zapał, ręka w górę! [ja!] ;) Chciałabym tutaj pisać o postępach na bieżąco i wrzucać przepisy na zdrowe i smaczne dania, które w rzeczywistości jem. Może się komuś przyda, mi na przyszłość na pewno. Nie traktuję tego miesiąca jako wyrzeczenia. Wiem, że wciąż są osoby myślące, że zielone koktajle są niesmaczne i że się współczuje osobom uczulonym na pszenicę, bo przecież nic od życia nie mają. Zauważyłam też w jakim kontekście w serialach/filmach pojawia się weganizm. Prawie zawsze w stylu "znowu kupiłaś wegańskie jedzenie? muszę to jeść?" albo "nie mów, że stałaś się nawiedzoną weganką i jesz tofu". Tofu chyba wciąż symbolizuje nijakie jedzenie, a w rzeczywistości jest przecież wręcz przeciwnie. Kto jadł, a nie lubi tofu, jest ktoś taki? ;) [no pewnie, że nie!]

♥ Inspiracje na najbliższy miesiąc ♥



 





źródło zdjęć: pinterest
Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka