Ostatnio odwiedziłam jedno z najpiękniejszych miast, w jakim miałam okazję być (póki co nic nie przebiło Barcelony♥). Bardzo długo unikałam Czech, miałam swoje powody. Jechałam 14 godzin, a jakby liczyć czekanie na przesiadkę to w podróży byłam 18 godzin. Na miejscu na początku nie było wcale tak fajnie. Mapy google kłamią, a pierwsi spotkani Czesi nie znali angielskiego. Z tego względu komunikowałam się po polsku-angielsku-czesku-niemiecku niekoniecznie znając wszystkie języki w wystarczającym stopniu. ;) Później było już tylko lepiej, a w dniu wyjazdu żałowałam, że do zawodu który wykonuję potrzebna jest idealna znajomość języka, bo gdyby nie to... no dobra, po prostu można tam mieszkać i czuć się wspaniale. Atmosfera miasta przyciąga, a ludzie są zaskakująco mili. Jest pięknie i nie mam tu na myśli samych zabytków. W dodatku jako weganka w Pradze miałam się całkiem nieźle, a jako witarianka też bym nie miała na co narzekać (są restauracje raw).

Miejsce najczęściej przeze mnie odwiedzane - Náměstí Republiky.
Tutaj jadłam agarowy deser, tu wsiadałam do metra i stąd było najbliżej do kilku sklepów stworzonych dla wegan.
Jedna z wielu synagog. Trafiłam akurat na święto i nic nie dało się zobaczyć wewnątrz.
Ściana Johna Lennona. Gdzieś w pobliżu jest podobno mural prozwierzęcy, ale niestety nie znalazłam.
Obowiązkowe piwo w Pradze.
Uwielbiam tramwaje i metro też, autobusy zdecydowanie mogłyby nie istnieć.
I w końcu wegańskie jedzenie!
Pierwsze mleko po które sięgnęłam, jest już chyba w Pl dostępne.
Nie
zabiela specjalnie kawy, ale jest smaczne, choć waniliowego z
Lidla nie przebije.
A poniżej wizyta w
Loving Hut, Truhlářská 20.
Porcje są ogromne, obsługa przemiła. Pan na zmianę mówił po czesku i po angielsku, trochę się zapominał że nie znam
czeskiego, ale to nic. Zamówiłam jedno z najdroższych dań, oczywiście seitan, na makaronie z odrobiną sosu. Liczyłam na coś lepszego, było średnie. Ciągnący się seitan à la mięso prawie bez sosu z ogromną ilością byle jakiego makaronu. Danie na kolejnym zdjęciu to kawałki sojowe w sosie na sałatce. Pyszne. Chyba nie ma co przekreślać tego miejsca. Dań jest tyle do wyboru, że część z nich pewnie będzie średnia, a niektóre są naprawdę smaczne.
Co do jedzenia, po Wiedniu byłam przekonana, że w Czechach będzie
jeszcze lepiej. Spodziewałam się uginających się półek z wege produktami
w przystępnych cenach we wszystkich sklepach. Nic bardziej mylnego.
Poza mlekiem roślinnym i jogurtami Joya nie było nic, na co zwróciłabym
uwagę. Rozpoczęłam poszukiwania, a najdłużej szukałam maślanki sojowej,
którą znalazłam tylko raz (!) w Bioobchod.
Bioobchod Przepyszna sojowa maślanka, za którą tęsknię i pasta z tofu, którą mogłabym jeść zdecydowanie częściej. Dobrze, że przynajmniej serek sojowy (u nas nazywany pasztetem) jest dostępny w Polsce.
Zakupy w Country Life. Wszystko warte spróbowania. Wegańska margaryna Provamel z trudem dostępna u nas. Sos tatarski dokładnie taki jaki pamiętam z dzieciństwa, moja mama nie chciała go jeść, bo za bardzo jej przypomina śledzia. Pyszne i wcale nie czeskie batony Flapjack. Majonez ryżowy od niedawna dostępny w Pl, ale i tak kupiłam.
Agarowe ciasto (agarový dezert) i ciacho (košičky). Bardzo mniam.
Na koniec adresy:
Country Life
Jungmannova 1
Melantrichova 15
Čs. armády 30
Vinohradská 125
Sokolovská 93
Francouzská 835/29
Bioobchod
Jungmannova 25/13
Belehradska 71/287(tutaj dostałam maślankę)
Opatovská 21(košičky i najwięcej wege słodyczy)
Loving Hut
Truhlářská 20
Londýnská 35
Plzeňská 8
Radlická 117
Zborovská 19
Dukelských hrdinů 18
Zobacz więcej >