Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to co ty właściwie jesz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to co ty właściwie jesz. Pokaż wszystkie posty

Wegańska Wielkanoc po raz trzeci

W tym roku obyło się bez brania urlopu i spędzania tygodnia w kuchni. Wszystko przygotowałam w pół dnia (nie licząc zakwasu), nie spinałam się czy zdążę. Tradycyjnie nie zrobiłam jednej rzeczy, którą planowałam, słynne wegańskie bezy zrobię innym razem. Mazurka też nie było, bo ciasto z przepisu z jednego ulubionego bloga stanowiło totalny tłusty niewypał. Spróbuję za rok. :)


Pierwszy chleb który upiekłam, jak zwykle korzystam z niesprawdzonych przepisów przed świętami, na szczęście obyło się bez wpadek. Chleb żytni na zakwasie z przepisu od Vegan Corner. Następnym razem będę go piec o 10 minut dłużej i będzie idealny.


Obok chlebka upieczone ziemniaki, które zostały po chwili zalane cudownym żurkiem z przepisu od Jadłonomii.


Wegańskie jajka faszerowane, w tym roku farsz był inspirowany pastą pseudo-jajeczną od Wegan Nerd.


Wegańskie jajka faszerowane
♥ średniej wielkości ziemniaki
♥ szklanka ugotowanej ciecierzycy
♥ 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
♥ 3/4 łyżeczki czarnej soli
♥ 1/2 łyżeczki kurkumy
♥ 1 łyżka płatków drożdżowych
♥ 1 łyżka czosnku niedźwiedziego
♥ 1 łyżka oleju (u mnie olej konopny)
♥ 1 łyżka margaryny (u mnie Alsan)
♥ 1 łyżka majonezu czosnkowego (opcjonalnie)
♥ 1-2 łyżki wody
♥ koperek
♥ szczypiorek
Ziemniaki dokładnie szoruję i gotuję je mundurkach. Następnie je studzę, przekrajam na pół i wydrążam środek (nie do końca). 
Robię farsz jajeczny do ziemniaków: ciecierzycę łączę z kaszą jaglaną, płatkami drożdżowymi, czosnkiem niedźwiedzim, czarną solą, kurkumą, olejem, margaryną i opcjonalnie z majonezem czosnkowym, miksuję całość na gładko. Dodaję 1-2 łyżki wody do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Na koniec doprawiam pieprzem, dodaję szczypiorek i koperek, mieszam. Masę nakładam do wydrążonych ziemniaków.

A oprócz tego włoskie kiełbaski według przepisu od Food Porn Vegan Style i cudowny pasztet pieczeniowy od Jadłonomii.


Czerwona kapusta z rodzynkami. Jestem w szoku, że w końcu smakują mi takie połączenia z odrobiną słodyczy. ;)


Wegański gulasz z kawałkami "mięsa". Takie potrawki mogłabym jeść codziennie, a nie tylko od święta.


Na koniec niesamowite ciasto Snickers według przepisu od Elf w kuchni. Połowa porcji spokojnie starczy na tortownicę. Żeby było śmieszniej babcia zrobiła także snickersa, ale sama przyznała, że wegańska wersja jest lepsza. :)) Savka wylądowała w kadrze, liczyła na to, że załapie się chociaż na kawałek ciasta.


A koniec świąt spędziłam dokładnie tak jak chciałam, na rowerze. Tym samym odczarowałam Lany Poniedziałek, którego nigdy nie lubiłam. A jak tam Wam minęły święta? :)

Zobacz więcej >

Wegańskie obiady lata

Leżenie pod drzewem i czytanie książek, bieganie z psem i kotem, zrywanie jabłek całą rodziną, wyhodowanie jarmużu i innych cudowności, zajadanie się sezonowymi owocami, bieganie po lesie i podjadanie poziomek. Zdecydowanie uwielbiam lato, mogłoby się nie kończyć. Niestety w tym roku lato kończy się zbyt szybko (co roku zbyt szybko, ale tym razem jakby bardziej), na szczęście zostają zdjęcia. Dziś pokażę Wam proste i szybkie letnie obiady. Jasne, że to nie wszystko co jadłam w ostatnich miesiącach, ale to na pewno te rzeczy, które kojarzą mi się z latem i które co roku zjadam w sporych ilościach. (;

Makaron z sosem ze świeżych pomidorów mogłabym jeść latem codziennie. Nie ma nic prostszego, szybszego i bardziej pomidorowego. ;) Zimą z kolei rządzi pomidorówka.
Pomidory pozbawiam gniazd, ale zostawiam skórkę, kroję pomidory na kilka części, wrzucam do garnka i gotuję. Kiedy pomidory zmiękną, a sok trochę odparuje, sos miksuję. W tym momencie dodaję wszystko co mam pod ręką, najczęściej świeże zioła (bazylię, oregano, tymianek), czosnek niedźwiedzi, odrobinę tabasco, zmiażdżony czosnek, doprawiam solą i pieprzem. Podaję obowiązkowo z pełnoziarnistym makaronem, na wierzchu posypuję płatkami drożdżowymi, pestkami słonecznika bądź dyni i świeżą bazylią.

Co roku mam ogromne zapasy botwinki, więc chłodnik wegański latem jem całkiem często. Przepis na niego już był na blogu.

Krem z kalarepy według Jadłonomii, który w mojej wersji bardziej przypominał krem z pora.
♥ 3 małe kalarepki ( u mnie 2)
♥ 2 białe części niedużych, młodych porów
♥ 2 litry delikatnego bulionu warzywnego
♥ 3 łyżeczki soku z cytryny
♥ 2 - 3 czubate łyżeczki dobrego chrzanu
♥ sól i pieprz
♥ szczypta cukru
♥ delikatny olej
♥ dodatki ode mnie: wielka garść koperku, garść natki pietruszki, kilka liści jarmużu
Pory pokroiłam w talarki. Na dnie garnka rogrzałam kilka łyżek oleju, dodałam pory i smażyłam je kilka minut. Kalarepki obrałam, pokroiłam w plasterki i dodałam je do porów. Warzywa zalałam bulionem ze szczyptą cukru, dodałam pokrojony jarmuż i ugotowała do miękkości warzyw. Zupę zmiksowałam, dodałam chrzan, pokrojony koperek i natkę pietruszki, sok z cytryny, doprawiłam solą i pieprzem.

Ziemniaki ugotowane z łodygami kopru, pomidorki i fasolka z działki, kurki smażone z jarmużem, ogórki z koperkiem.

Tłusta wersja poprzedniego obiadu. Fasolka, kurki i ziemniaki pozostałe z poprzedniego obiadu, wszystko podsmażone.

Wiem, że zdjęcie jest wybitnie słabe jakościowo, ale chciałam Wam pokazać co bardzo często jem latem, świetny sposób na wykorzystanie warzyw z którymi nie wiemy co zrobić. Na świeżym powietrzu smakuje najlepiej. Warzywa jakie akurat mam pod ręką w sosie pomidorowym, najczęściej daję cukinię, fasolkę szparagową, paprykę, marchewkę, pietruszkę.

Wegański grill to nic trudnego, naprawdę, zadowoleni będą nie tylko weganie. Najlepsze na świecie jest grillowanie z przyjaciółmi, do tego słodkie wino i ciasto.
W tym roku w końcu robię cukinię, która mi smakuje i wszystkim innym. Po prostu kroję cukinię, nadziewam widelcem, dodaję koniecznie ciemny sos sojowy i tak zostawiam na przynajmniej kwadrans. Grilluję tradycyjnie z papryką, cebulką, pieczarkami.

Pierogi, które zawsze robi moja babcia, ostatnio zrobiła dodatkowo do nich sos ("takie suche będziesz jeść?" ;)) z mleka sojowego w proszku i wody, mistrzostwo.

Tak, zdecydowanie uwielbiam lato!
Zobacz więcej >

To co ty właściwie jesz?

Pytanie "To co ty właściwie jesz?" pada chyba najczęściej, gdy ktoś dowiaduje się, że nie jem mięsa. Gdy komuś mówię, że do tego nie jem nabiału, kupuję tylko produkty nie testowane na zwierzętach i bojkotuję złe korporacje, robi wielkie oczy i chce wiedzieć co w takim razie jem. To pytanie za każdym razem mnie śmieszy i zwykle odpowiadam że jem twarożek z nerkowców. Od razu muszę wytłumaczyć co to są te tajemnicze nerkowce i podać przepis. Myślę, że żadna odpowiedź nie będzie dobra, najlepsze byłoby pokazanie zdjęć albo od razu poczęstowanie czymś wegańskim. 
W dzisiejszym poście nie będzie wspaniałych zdjęć, za to będą niewymyślne dania czyli to co właściwie jem. ;) Zastanawiam się czy nie wprowadzić takiego cyklu - bez stylizowanych zdjęć, za to z różnorodnym jedzeniem, zwłaszcza że zalega mi w folderach dużo zdjęć przeróżnych potraw.

Podsmażane kurki ze szczypiorkiem i małą cebulką. Do tego pomidory w sosie "tatarskim" (sos z Czech) i herbata w ukochanym kubku w sówkę.

Kotlety z fasoli mung, do tego tradycyjne dodatki, w sam raz na zapracowany dzień.

Zdjęcie z czasów studiowania, mieszkania w Warszawie i codziennego jeżdżenia do Łodzi czyli sprzed 1,5(?) roku.
Znane wszystkim ciasto - kokoloco (przepis z wegedzieciaka).

Kokoloco z galaretką
♥ paczka herbatników (u mnie Petit Beurre z Lidla)
♥ 200g wiórków kokosowych
♥ 1 litr wody lub mleka roślinnego
♥ 1 szklanka kaszy manny (lub kukurydzianej drobnej)
♥ 1/2 szklanki cukru
♥ 2 galaretki 
lub: 1 litr soku + 4 łyżeczki agaru*
♥ opcjonalnie: owoce do galaretki

Najpierw kładę ciastka na dno tortownicy.
Wiórki mielę w młynku do kawy. Wsypuję do płynu i zagotowuję, dodaję kaszę (powoli wsypuję, by nie zrobiły się grudki). Gotuję do zgęstnienia kilka minut. Na koniec dodaję cukier.
Gorącą masę wylewam na herbatnikowy spód. Gdy ostygnie wylewam na to gęstniejącą galaretkę.
*Zagotowuję sok i powoli wsypuję agar cały czas mieszając. Odstawiam galaretkę do stężenia, gdy ostygnie i zaczyna gęstnieć wylewam na poprzednio przygotowaną masę.
Zobacz więcej >

Zielono mi


 Dzisiaj będzie całkowicie zielono. Zdjęcia zrobiłam jak byłam w moim rodzinnym domu i okolicach. Tak właśnie to wspominam. Żadnych murów i ścian, tylko doskonałe jedzenie, kolory, odpoczynek, nie myślenie o problemach, bycie "tu i teraz".


Prosto i szybko. Moje ulubione śniadanie w ostatnim czasie: podpieczony chlebek z ketchupem z pomidorów malinowych, samymi pomidorami malinowymi, ogórkami małosolnymi. Dodatkowo rzodkiewka i sałata.


Zupa ogórkowa, a tak naprawdę bardziej kartoflanka z ogórkami kiszonymi i koperkiem.


Zwyczajne śniadanie w rodzinnym domu. Atmosfera robi swoje i dzięki temu smakuje inaczej.


Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka