Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

Ciastka owsiane z cukinią

Uwielbiam wszelkiego rodzaju słodycze. Staram się coraz częściej sięgać po te robione w domu. Ciasteczka owsiane to według mnie klasyka. Czasem warto klasykę trochę urozmaicić. Dzisiejszym urozmaiceniem jest cukinia. Przemycamy warzywo w słodkim daniu i jednocześnie sprawiamy, że ciasteczka są wilgotne. Inspiracja do dzisiejszego przepisu pochodzi z książki J. Nadel "Zielona kuchnia 24/7", z której ostatnio coraz częściej korzystam. :)


Ciastka owsiane z cukinią
1 łyżka nasion chia
4 łyżki wody
3 łyżki oleju
150 g cukru
130 g mąki pszennej pełnoziarnistej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
130 g płatków owsianych górskich
♥ 2 łyżki wiórków kokosowych 
120 g cukinii startej na tarce (ok. pół średniej)
40 g rodzynek
♥ 30 g czekolady gorzkiej
Mieszam nasiona chia z 3 łyżkami wody i mieszankę odstawiam na kilka minut. W tym czasie w misce mieszam cukier z olejem. Dodaję mieszankę z nasionami chia, 1 łyżkę wody i mieszam. Dodaję suche składniki tzn. mąkę, proszek do pieczenia, cynamon, płatki owsiane, wiórki kokosowe, ponownie mieszam. Czekoladę gorzką tarkuję lub drobno kroję i dorzucam do miski. Na koniec dodaję cukinię, rodzynki, i masę dobrze mieszam. Formuję ciasteczka i kładę je na blaszce do pieczenia na papierze do pieczenia lub macie silikonowej. Między ciasteczkami zostawiam odstępy, ponieważ urosną podczas pieczenia. Piekę je w 190 stopniach przez około 16-20 minut.

Zobacz więcej >

Czekoladowy tofurnik na zimno

Lubię wszelkie ciasta i ciasteczka, oczywiście pod warunkiem że są wegańskie. Jest jednak coś, co powoduje, że po słodkości sięgam częściej i ciężko mi się od nich oderwać. To czekolada! W dzisiejszym przepisie mamy witariański słodki spód oraz aksamitną czekoladową masę. Nikt nie uwierzy, że korzystaliście z tofu - przetestowane na całej rodzinie odżywiającej się tradycyjnie. Dodatek skórki z pomarańczy zrównoważy słodki smak tofurnika. Pomysł na masę czekoladową pochodzi z książki Jadłonomii, spód zrobiłam inny, a polewę czekoladową pominęłam i zastąpiłam aromatyczną skórką z pomarańczy.


Czekoladowy tofurnik na zimno
spód
100 g dowolnych orzechów (u mnie włoskie, nerkowce, migdały)
szklanka suszonych owoców (u mnie daktyle, figi, rodzynki)
masa
3 kostki tofu po 180 g
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
szklanka mleka roślinnego
200 g gorzkiej czekolady
1/2 szklanki cukru
1/4 szklanki kakao
2 1/2 łyżeczki agaru
szczypta soli
♥ na wierzch: skórka z pomarańczy
Spód: Suszone owoce moczę w wodzie przez 10-15 minut, następnie odlewam wodę. Łączę je z orzechami i blenduję na gładką masę (zrobiłam to za pomocą malaksera). Na koniec tortownicę wyklejam otrzymaną masą.
Masa: W misce kruszę tofu, dodaję sok z cytryny, ekstrakt waniliowy, sól i miksuję blenderem ręcznym na gładką masę. W rondlu łączę mleko roślinne, czekoladę, cukier, kakao i agar. Podgrzewam cały czas mieszając do momentu aż czekolada się rozpuści i masa zacznie lekko bulgotać. Gotuję jeszcze 1-2 minuty i odstawiam. Zawartość rondla dodaję do miski z tofu i całość miksuję blenderem na bardzo gładki krem. Wylewam krem na spód w tortownicy i chłodzę całość w lodówce przez co najmniej 2-3 godziny. Przed podaniem posypuję skórką z pomarańczy.

Zobacz więcej >

Bezglutenowy wegański tort z "bitą śmietaną" i wiśniami

Dzisiaj pokażę wam tort w zdrowszej wersji niż zwykle. Zrobiłam go na moje 25 urodziny (jeju, to już minęło?!), które obchodziłam tydzień temu, więc wypadałoby w końcu dodać przepis. Biszkopty są bezglutenowe, ale jeśli nie zależy wam na zdrowej wersji możecie skorzystać z mojego innego przepisu na tradycyjny wegański biszkopt. Tortu w wersji bezglutenowej nie ma co porównywać do tradycyjnego, ma smak odrobinę ziarnisty, ale za sprawą kremu nie jest to specjalnie wyczuwalne. Dodatkowo o ile przy większości przepisów jestem jak najbardziej za improwizacją, to tutaj tego nie polecam, pominięcie jednego rodzaju mąki zmienia zupełnie konsystencję i w rezultacie smak ciasta. Co do samego kremu, to czysta poezja. Nie jestem fanką zużywania całych zapasów mleka kokosowego na jeden przepis, ale uważam że czasami warto. Dodatki oczywiście są dowolne. Ja skorzystałam z domowej konfitury, wiśnie w galaretce nadają lekko kwaśnego smaku i powodują, że tort nie jest przesadnie słodki.


Wegański bezglutenowy tort z "bitą śmietaną" i wiśniami
biszkopt (składniki na 1 biszkopt):
3/4 szklanki mąki ryżowej
1 szklanka mąki kukurydzianej
1/4 szklanki mąki jaglanej
1/2 szklanki cukru
1,5 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
1/3 szklanki oleju
1 szklanka mleka roślinnego
1 banan
krem:
3 puszki mleka kokosowego
2 śmietan-fixy
1/2 szklanki cukru pudru
1 opakowanie cukru waniliowego
dodatkowo:
dżem (u mnie domowa konfitura z wiśni)
sok z cytryny

Puszki mleka kokosowego wrzucam do lodówki na co najmniej 1 dzień i bezpośrednio przed zrobieniem kremu na godzinę do zamrażarki.
Biszkopt: Łączę mąki ze sobą, dodaję proszek do pieczenia, cukier, olej, zmiksowany banan i mleko roślinne. Następnie masę wylewam do tortownicy i piekę ok. 20-25 minut w 180 stopniach. Piekę dwa biszkopty, po ostudzeniu (lub dopiero na drugi dzień) kroję każdy biszkopt na dwie części.
Krem: Stałą część mleka kokosowego ubijam z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i śmietan-fixem.
Tort: Każdy biszkopt nasączam sokiem z cytryny, następnie smaruję konfiturą wiśniową i nakładam część kremu. Krem kokosowy nakładam też na ostatni biszkopt oraz na boki tortu.

Uwaga: By nie zabrakło kremu na cały tort jeśli korzystacie z mleka kokosowego słabej jakości (m.in. z wieloma emulgatorami) proponuję zrobić jeden biszkopt ze składników x 1,5 (wtedy pieczecie jeden biszkopt, a nie dwa) i gotowy biszkopt należy przekroić na 3 części (zamiast czterech).


P.S. Zdjęcia wyjątkowo nie były robione przeze mnie, dlatego są jakie są. ;)
Zobacz więcej >

Bezglutenowe muffiny marchewkowe

 

Dzisiejszy przepis jest bezglutenowy nie z powodu nietolerancji glutenu, ale dlatego, że staram się jak najmniej korzystać z białej mąki. Wypieki pełnoziarniste mnie nie przekonują, są zbyt ciężkie i często nie smakują tak jak powinny. Muffinki z dzisiejszego przepisu są lekkie, aromatyczne, lekko słodkie i co najważniejsze nie są suche. Inspirowałam się przepisem z bloga Minimalist Baker. Zmieniłam proporcje i bazowałam na innych mąkach, chciałam by były jak najbardziej dostępne w Polsce (mąkę jaglaną i ryżową możemy zrobić w domu, a kukurydziana jest tania i łatwo dostępna). Warto także użyć orzechów laskowych zamiast włoskich, pieczone podkręcają smak muffinek.


Bezglutenowe wegańskie muffiny marchewkowe 
"jajko" lniane (1,5 łyżki siemienia zmielonego + 4 łyżki gorącej wody) 
1/4 szklanki oleju
1/3 szklanki zmiażdżonego banana 
1/2 szklanki słodu (u mnie wegański miód z mniszka)
1/2 szklanki + 1 łyżka musu jabłkowego (u mnie słodki mus domowej roboty)
1/2 szklanki mąki jaglanej (u mnie zmielona kasza jaglana w młynku)
1/2 szklanki mąki ryżowej 
1/2 szklanki mąki  kukurydzianej 
2 łyżki skrobi ziemniaczanej 
1 czubata szklanka startej marchewki (u mnie wiórki po wyciskaniu soku)
1/2 szklanki mleka roślinnego
1/2 szklanki płatków owsianych bezglutenowych (opcjonalnie)
1/2 łyżeczki soli 
1,5 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 szklanki orzechów laskowych

Na początek mieszam świeżo zmielone siemię lniane z 4 łyżkami gorącej wody. Do "jajka" lnianego dodaję zmiażdżonego banana, słód, olej i wszystko mieszam. Następnie dodaję mus jabłkowy, proszek do pieczenia, cynamon, sól i mieszam. Na koniec dodaję pozostałe składniki czyli mleko roślinne, marchewkę, trzy rodzaje mąk i skrobię ziemniaczaną. Mieszam i nakładam ciasto do foremek. Orzechy laskowe kroję na pół i dodaję je na wierzch babeczek. Piekę muffinki przez ok. 25 minut w temperaturze 180 stopni.

Zobacz więcej >

Tarta dyniowa na jaglanym spodzie

Ostatnio polubiłam dynię i pełnoziarniste wypieki, dziś te dwie rzeczy połączyłam w jednym przepisie na aromatyczne ciasto. Korzystałam z dwóch różnych przepisów na spód od Alexandry z Pełnej lodówki oraz na masę do ciasta od Maddy z Hello Morning.


Tarta dyniowa
spód
♥ 2 szklanki maki żytniej
♥ 3/4 szklanki otrębów owsianych
♥ 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
♥ 2 łyżki ziaren sezamu
♥ 4 łyżki oleju
♥ 1/4 łyżeczki pieprzu czarnego
♥ 1/4 łyżeczki soli
♥ woda
masa
♥ 2 szklanki puree z dyni
♥ 1 szklanka mleka sojowego
♥ 2/3 szklanki cukru trzcinowego
♥ 1/4 szklanki mąki kukurydzianej
♥ 1 łyżka słodu (u mnie miód z mniszka)
♥ 1 łyżeczka mielonego cynamonu
♥ 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
♥ 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
♥ aromat waniliowy

Spód: Mieszam wszystkie suche składniki i dodaję ugotowaną kaszę jaglaną. Następnie dodaję olej oraz wodę w ilości takiej, by ciasto było elastyczne, nie kruszyło się. Ugniatam spód i układam go w formie. Ciasto nakłuwam widelcem i zapiekam je w 150 stopniach przez około 15 minut.
Masa: Miksuję puree z dyni z mlekiem i cukrem. Następnie dodaję mąkę, słód, aromat waniliowy i przyprawy. Ponownie miksuję i wylewam masę na spód. Całość piekę w 180 stopniach przez około 40 minut.



http://durszlak.pl/akcje-kulinarne/dynia-na-slodko-i-slono#
Zobacz więcej >

Wegański sernik z nutą dyniową


Ostatnio zaprzyjaźniam się z dynią, co nie jest takie proste. Dynia od zawsze kojarzyła mi się z Halloween oraz z pomarańczową zupą o niewyraźnym smaku (dlatego do dzisiaj nie zrobiłam zupy dyniowej choć widziałam wspaniałe przepisy). Chcę to zmienić. Miałam nadzieję, że w tym roku będę mieć wiele cudownych okazów z działki, ale niestety moja babcia dynią nazywa wszelkie kabaczkowe warzywa, więc zamiast ogromnych zapasów dyni mam cukinie i kabaczki, haha. W każdym razie w tym roku zaczynam korzystać z dyni częściej niż raz do roku. Mam już jedno dyniowe ciasto, które zawsze mi wychodzi. Dzisiaj pokażę wam drugie ciacho, jest równie pyszne, a jednocześnie zupełnie inne. To wegański sernik, ach, uwielbiam serniki z tofu! Korzystałam z przepisu cudownej Isy Chandry Moskowitz. Zmniejszyłam ilość puree z dyni, przypraw korzennych i zużyłam minimalną ilość tofu. Dlatego ten sernik jest zupełnie inny niż w wykonaniu Isy. Jest znacznie mniej dyniowy, bardziej cytrynowy, niesamowicie wilgotny.



Wegański sernik z nutą dyniową
spód:
♥ 1 1/4 szkl. zmielonych ciastek
♥ 3 łyżki cukru
♥ 3 łyżki oleju
♥ 2-3 łyżki wody
masa:
♥ 1/2 szklanki nerkowców namoczonych przez kilka godzin
♥ 1 mały banan
♥ 2 kostki tofu po 180 g
♥ 1/2 szklanki cukru pudru
♥ 3 łyżki oleju
♥ 2 łyżki mąki kukurydzianej
♥ 2 łyżki mąki ziemniaczanej
♥ 3  łyżki soku z cytryny
♥ szczypta soli
♥ 1 szklanka puree z dyni
♥ 1/3 łyżeczki cynamonu
Ciastka mocno rozdrabniam (ja zrobiłam to za pomocą młynka do kawy). Dodaję do nich cukier, olej i 1 łyżkę wody.  Formuję ciasto, jeśli mocno się kruszy dodaję jeszcze 1-2 łyżki wody. Na dno tortownicy wykładam równomiernie ciasto, nakłuwam je widelcem i piekę ok. 8 minut w 170 stopniach. Ciasto studzę i w tym samym czasie robię masę.
Nerkowce odsączam z wody i łączę je z pozostałymi składnikami. Miksuję na jednolitą masę. Masa powinna być dość rzadka, wylewam ją na ostudzony spód. Piekę ok. 45 minut w 175 stopniach. Ostudzone ciasto można posypać wiórkami kokosowymi, cukrem pudrem lub zrobić polewę czekoladową.



http://durszlak.pl/akcje-kulinarne/dynia-na-slodko-i-slono
Zobacz więcej >

Bananowy sernik na zimno


Zazwyczaj robię ciasta z sezonowymi owocami. Teraz byłyby to maliny, w sierpniu mam ogromne zapasy tych owoców. Są jednak dni, kiedy nie mam czasu na zrobienie mleka roślinnego czy na pieczenie biszkoptów. Bywa, że jest jest bardzo późno, a ja muszę mieć ciasto na już, no najpóźniej na jutro rano. W dodatku w takie dni najczęściej okazuje się, że wszystko co mogłabym wykorzystać właśnie się skończyło. Wpadam na pomysł wyczarowania pysznego ciasta czekoladowego, a tu jak na złość karob się skończył, kakao również, a ostatnią gorzką czekoladę zjadł jeden z domowników. Trzeba szybko zmienić plany i nie ma mowy o skomplikowanych deserach. W taki właśnie dzień zrobiłam wegański sernik na zimno. Udało się tylko dlatego, że miałam kilka bananów, agar i osamotnioną limonkę. Zainspirował mnie przepis Vegeluv.


Bananowy "sernik" na zimno
spód
100 g orzechów laskowych
garść daktyli
sok z 1/2 limonki 
masa
2 szklanki mleka sojowego waniliowego
3 łyżeczki agar agar
2 duże banany
100 g suszonych daktyli
sok z 1/2 limonki
na górę
galaretka (lub sok + agar)

Składniki na spód zmiksowałam na jednolitą masę. Następnie ułożyłam ją w okrągłej foremce.
Masa: Zagotowałam mleko sojowa z agarem, dodałam pozostałe składniki i zmiksowałam. Otrzymaną masę przelałam do formy, w której był już spód. Na koniec zrobiłam galaretkę, kiedy zaczęła stygnąć przelałam ją do formy. Ciasto wstawiłam do lodówki na 2-3 godziny.
Drobne uwagi: Masa bezpośrednio po zrobieniu z powodu daktyli jest bardzo słodka. Po wystygnięciu ciasto jest lekko słodkie.

Zobacz więcej >

Waniliowy "sernik" na witariańskim spodzie

Ostatnio trochę eksperymentuję w kuchni. Staram się ograniczyć białą mąkę i cukier, a ze względu na wysokie temperatury unikam włączonego piekarnika. Stąd pomysł na surowy spód do ciasta, inspirowany przepisem Jadłonomii. Jest na tyle uniwersalny, że w zależności od posiadanych składników za każdym razem możemy osiągnąć inny smak. Do tego przepyszna, zdrowa masa jaglana. Jest także uniwersalna - możemy ją zrobić czekoladową przez dodanie kakao/karobu, a nawet możemy wyeliminować całkowicie cukier (banan i odrobina mleka roślinnego zdziałają cuda).
Miałam spory problem z nazwaniem tego ciasta - konsystencja nie jest do końca sernikowa, nie przypomina też całkowicie tarty ani pieczonego ciasta, pozostałam przy serniku, bo jednak nowe wymyślne nazwy w stylu "jagielnik" do mnie nie przemawiają. ;)

 

Waniliowy sernik na witariańskim spodzie
spód
1,5 szklanki orzechów (u mnie z przewagą laskowych)
1/2 szklanki słonecznika
1/2 szklanki namoczonych daktyli
opcjonalnie: 1 łyżka kakao
masa
1/2 szklanki kaszy jaglanej
3 szklanki mleka roślinnego (u mnie domowe mleko kokosowe*)
1/3 szklanki cukru
opakowanie cukru waniliowego
dodatkowo
garść jagód lub innych sezonowych owoców

Spód: Orzechy i słonecznik mielę w młynku do mielenia. Daktyle łączę z orzechami, słonecznikiem, kakao i miksuję na jednolitą masę. (Jeśli mamy blender o dużej mocy, możemy pominąć mielenie składników). Następnie wyklejam spód w formie na tartę lub w tortownicy. Wkładam spód do lodówki i zabieram się za masę.
Masa: Kaszę jaglaną gotuję z cukrem na mleku roślinnym aż będzie ugotowana lub nawet lekko rozgotowana. Część mleka powinna zostać wchłonięta przez mleko. Następnie miksuję na gładką masę. (Jeśli by się zdarzyło, że mleko zupełnie wam się nie wchłonęło, radzę odlać część mleka, powiedzmy szklankę, miksować kaszę z pozostałym mlekiem i w razie konieczności dolewać mleko aż osiągniemy odpowiednią konsystencję). Masę wylewam na surowy spód i ozdabiam owocami, jagody delikatnie dociskam do masy żeby się dobrze trzymały. Ciasto wkładam do lodówki aż masa stężeje przynajmniej na 2-3 godziny, a najlepiej na całą noc.

*Domowe mleko kokosowe
Ekspresowy przepis na mleko roślinne, które zwykle wykorzystuję w kremach/budyniach.
1 szklanka wiórków kokosowych
3 szklanki gorącej wody (lub 4 jeśli chcemy rzadszą konsystencję)
Zalewam wiórki szklanką gorącej wody i miksuję. Dodaję następnie 1 szklankę wody, miksuję i przecedzam przez materiał. Do masy po wiórkach dodaję raz jeszcze 1 szklankę (lub dwie) wody i miksuję. Odcedzam mleko od wiórków.

Zobacz więcej >

Czekoladowe ciasto z czereśniami

 

Poszukiwania idealnego wegańskiego ciasta czekoladowego w moim przypadku trwały długo. Ciasto zazwyczaj wychodziło mi zbyt mało czekoladowe jak na mój gust lub suche. Kiedy w końcu zrobiłam idealne ciasto, gdzieś zgubiłam przepis i do dzisiaj go nie odnalazłam. Wiem jedno - ciasto czekoladowe bez rozpuszczonej czekolady to nie ciasto. Ostatnio w końcu udało mi się upiec takie, które spełnia wszystkie wymagania. Podczas pieczenia w całym domu roznosi się zapach czekolady, lepiej być nie może. :) Dodatek w postaci owoców sprawdza się świetnie, zamiast czereśni sprawdzą się na pewno wiśnie, a nawet czerwone porzeczki.



Czekoladowe ciasto z czereśniami
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mleka roślinnego lub wody (u mnie pół na pół)
1/2 szklanki oleju (u mnie kokosowy)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub kilka kropel aromatu)
1 łyżeczka sody
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
150 g czekolady gorzkiej
500 g czereśni wydrylowanych (waga owoców przed wydrylowaniem)
Mieszam suche składniki, następnie dodaję mleko, olej i ekstrakt waniliowy. Rozpuszczam czekoladę w kąpieli wodnej (umieszczam ją w małym garnku nad większym garnkiem z wrzącą wodą, mieszam aż do rozpuszczenia) i dodaję ją do ciasta. Na koniec dodaję czereśnie i ponownie mieszam. Piekę około 35 minut w rozgrzanym piekarniku do 180 stopni.

Zobacz więcej >

To co ty właściwie jesz?

Pytanie "To co ty właściwie jesz?" pada chyba najczęściej, gdy ktoś dowiaduje się, że nie jem mięsa. Gdy komuś mówię, że do tego nie jem nabiału, kupuję tylko produkty nie testowane na zwierzętach i bojkotuję złe korporacje, robi wielkie oczy i chce wiedzieć co w takim razie jem. To pytanie za każdym razem mnie śmieszy i zwykle odpowiadam że jem twarożek z nerkowców. Od razu muszę wytłumaczyć co to są te tajemnicze nerkowce i podać przepis. Myślę, że żadna odpowiedź nie będzie dobra, najlepsze byłoby pokazanie zdjęć albo od razu poczęstowanie czymś wegańskim. 
W dzisiejszym poście nie będzie wspaniałych zdjęć, za to będą niewymyślne dania czyli to co właściwie jem. ;) Zastanawiam się czy nie wprowadzić takiego cyklu - bez stylizowanych zdjęć, za to z różnorodnym jedzeniem, zwłaszcza że zalega mi w folderach dużo zdjęć przeróżnych potraw.

Podsmażane kurki ze szczypiorkiem i małą cebulką. Do tego pomidory w sosie "tatarskim" (sos z Czech) i herbata w ukochanym kubku w sówkę.

Kotlety z fasoli mung, do tego tradycyjne dodatki, w sam raz na zapracowany dzień.

Zdjęcie z czasów studiowania, mieszkania w Warszawie i codziennego jeżdżenia do Łodzi czyli sprzed 1,5(?) roku.
Znane wszystkim ciasto - kokoloco (przepis z wegedzieciaka).

Kokoloco z galaretką
♥ paczka herbatników (u mnie Petit Beurre z Lidla)
♥ 200g wiórków kokosowych
♥ 1 litr wody lub mleka roślinnego
♥ 1 szklanka kaszy manny (lub kukurydzianej drobnej)
♥ 1/2 szklanki cukru
♥ 2 galaretki 
lub: 1 litr soku + 4 łyżeczki agaru*
♥ opcjonalnie: owoce do galaretki

Najpierw kładę ciastka na dno tortownicy.
Wiórki mielę w młynku do kawy. Wsypuję do płynu i zagotowuję, dodaję kaszę (powoli wsypuję, by nie zrobiły się grudki). Gotuję do zgęstnienia kilka minut. Na koniec dodaję cukier.
Gorącą masę wylewam na herbatnikowy spód. Gdy ostygnie wylewam na to gęstniejącą galaretkę.
*Zagotowuję sok i powoli wsypuję agar cały czas mieszając. Odstawiam galaretkę do stężenia, gdy ostygnie i zaczyna gęstnieć wylewam na poprzednio przygotowaną masę.
Zobacz więcej >

Wegański sernik tofu

Odkąd mamy wiosnę w końcu dużo się u mnie dzieje. Najpierw organizacja Tygodnia Weganizmu, a później szkolenie i wstawanie o 4 rano. Szykują się święta, a później dwa zagraniczne wyjazdy, na których jak zwykle nie odpocznę, bo będę biegać i zwiedzać. Czasu jest trochę mniej, jednak nie znaczy to, że przestałam pichcić. Na zrobienie dobrego ciasta zawsze znajdę czas. ;) Za to z powodu biegania i bycia na granicy wiecznego spóźnienia się zdjęcia potraw trochę ucierpią. Robię je w biegu, często w kiepskim świetle, ale pomyślałam, że tak czy siak warto pewne dania pokazać. No i nie będę się denerwować, że chcę zrobić wypróbowany już przepis, który gdzieś się zapodział, co zdarza się u mnie dość często. A zwłaszcza jak modyfikuję przepisy lub czerpię z kilku źródeł na raz.

Wegańskie serniki nie stanowią już dla wielu osób nowości. Początkowo podchodziłam do nich z rezerwą. Jak widziałam, że mam zużyć ponad 0,5 kg tofu i to bez pewności że coś z tego wyjdzie, to nie chciało się próbować. Pierwszy sernik na bazie tofu wyszedł mi smaczny, ale suchy, choć tak wyobrażam sobie tradycyjny sernik to mi coś nie pasowało. Jak już znalazłam idealny przepis na masę to z kolei spód mi nie pasował. Dopiero za 3-4 razem spód wyszedł taki jaki powinien być. Przepis na masę sernikową wzięłam z niezastąpionej Puszki, a spód to już pomysł Wegan. Najtrudniejsze nie jest wyrobienie spodu ani stworzenie gładkiej masy z tofu. Najtrudniej jest znaleźć małą puszkę brzoskwiń (dopiero w Auchan taką znalazłam). Jak już ją mamy, wszystko pójdzie świetnie. 



Idealny sernik z tofu
masa
0,5 kg tofu naturalnego
1 puszka brzoskwiń w lekkim syropie (ok. 470 g netto)
2 cytryny
1 szklanka cukru
trochę cukru waniliowego
4-5 czubatych łyżeczek skrobi kukurydzianej lub 3/4 torebki budyniu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
duża garść rodzynek 
spód
1/3 szkl. mąki razowej
3/4 mąki tortowej
1/3 szkl. oleju
3 łyżki cukru
opcjonalnie polewa czekoladowa 
2 łyżki oleju, 2 łyżki cukru, 4 łyżki kakao

Spód ciasta: Mieszam mąkę z cukrem i dodaję olej. Wyrabiam ciasto i wykładam je do średniej tortownicy. Nakłuwam ciasto widelcem.
Masa: Do miski wkładam tofu, z grubsza pokrojone brzoskwinie wraz z syropem (zostawiam zwykle 2 kawałki brzoskwiń, kroję je i dodaję je na koniec już bez miksowania), sok z 2 cytryn, cukier, cukier waniliowy i skrobię kukurydzianą. Blenderuję wszystko na gładką masę. Następnie dodaję pozostałe brzoskwinie (jeśli kilka zostawiliśmy), rodzynki i proszek do pieczenia. Mieszam. Masę przelewam do tortownicy i piekę sernik ok. 65 minut w temperaturze 180 stopni. Po upieczeniu studzę sernik i wkładam go do lodówki na całą noc (by miał odpowiednią konsystencję). Opcjonalnie można zrobić polewę czekoladową (ja zawsze robię): w małym garnku mieszam olej z cukrem i kakao, podgrzewam, gdyby polewa była zbyt gęsta dodaję trochę wody.


I jeszcze tutaj sernik na Tygodniu Weganizmu:


Wegańska Wielkanoc 2014
 Organizator: KasiaJ
Zobacz więcej >

Rok Blogowania i dyniowe brownie

źródło: http://www.punchbowl.com/p/1st-birthday-ideas
Dzisiaj nie dość, że mija rok odkąd piszę bloga to jeszcze dzisiejszy post ma nr 50. :) Życzę sobie, żeby postów przybywało w szybszym tempie niż było w ciągu ostatniego roku.  Mam także nadzieję, że zdjęcia będą z każdym postem lepsze!


Kto mnie zna, ten wie, że uwielbiam słodkości. Jestem w środku zielonego eksperymentu oczyszczającego, ale coś słodkiego z okazji blogowej rocznicy musi być! To na pewno nie jest wczesnowiosenne danie, ale kto jeszcze ma w zamrażarce dyniowe puree może mieć takie ciasto właściwie zaraz. Nie przepadam za dynią i jedyne w czym ją naprawdę lubię to desery. Dyniowe brownie robiłam już kilkukrotnie, w tym na Restaurant Day, zawsze wychodzi świetne, choć muszę przyznać, że im gęstsze puree z dyni, tym lepsze. Robiłam już w formie serca i dużej prostokątnej formie (z podwójnej ilości). Przepis pojawił się swego czasu u Vegelicious, choć oryginalnie pochodzi od genialnej Isy Chandry Moskowitz z książki "Vegan Cupcakes Take Over The World". Książki nie posiadam, ale przepis znalazłam tutaj. Choć na specjalne okazje zwykle robię torty, to dyniowe brownie jest chyba nawet lepsze. Zawsze jak wspominam, że kupiłam dynię to słyszę "oooo! zrobisz to ciasto czekoladowe z dynią?", więc chyba dyniowe brownie daje się zapamiętać. :)


Dyniowe brownie (Vegan Pumpkin pie brownie)
Masa czekoladowa
♥ 1 szkl. puree z dyni (jak zrobić klik)
♥ 3/4 szkl. cukru
♥ 1/4 szkl. oleju
♥ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukru waniliowego)
♥ 3/4 szkl. mąki
♥ 1/4 szkl. kakao
♥ 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
♥ 1/4 łyżeczki sody
♥ 1/4 łyżeczki soli
♥ 100g gorzkiej czekolady
Masa dyniowa
♥ 1 szkl. puree z dyni
♥ 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
♥ 1/2 szkl. napoju sojowego (lub innego roślinnego)
♥ 1/3 szkl. cukru
♥ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (u mnie aromat waniliowy)
♥ 1/4 łyżeczki cynamonu
♥ 1/4 łyżeczki imbiru
♥ szczypta gałki muszkatołowej

Masa czekoladowa: Do miski wrzucamy puree z dyni, cukier, olej i ekstrakt z wanilii i ucieramy razem aż składniki dobrze się połączą. Dodajemy przesianą mąkę, kakao, skrobię ziemniaczaną, sodę i sól, energicznie mieszamy żeby wyrobić ciasto. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (łamiemy na kawałki, wkładamy do małej miski, a miskę umieszczamy nad garnkiem z gorącą wodą, mieszamy, aż się rozpuści). Następnie delikatnie wlewamy czekoladę do ciasta i mieszamy.

Masa dyniowa:  Mieszamy razem napój sojowy ze skrobią ziemniaczaną i cukrem. Dodajemy puree z dyni, ekstrakt waniliowy, przyprawy i mieszamy dokładnie aż do uzyskania gładkiej masy.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Formę na ciasto (tortownica o średnicy ok. 20cm) wykładamy papierem do pieczenia w razie potrzeby. Najpierw wlewamy masę czekoladową, dokładnie rozprowadzamy łyżką. Następnie delikatnie wlewamy na środek masę dyniową i równomiernie rozprowadzamy (obawiałam się, że masa dyniowa połączy się z czekoladową i nie będzie efektu 2 warstw, ale to na szczęście nigdy się nie dzieje). Pieczemy około 30 minut, w tym czasie masa dyniowa powinna się ściąć, a masa czekoladowa delikatnie zapiec na krawędzi. Po upieczeniu wsadzamy ciasto na minimum 1,5h do lodówki.


Zobacz więcej >

Wegańskie sery i weganka podczas przeziębienia

 

 Wbrew pozorom nie napiszę dziś o dobrych sposobach na przeziębienie/grypę. Zwykle wtedy jem ogromne ilości czosnku i piję herbatę imbirową na zmianę z malinową. Nie będzie też specjalnie o tym, czy weganie rzadziej choruję. Trudno mi to ocenić. Kiedyś miałam anginę za anginą, pochłaniałam straszne ilości antybiotyków, a w ramach osłony rządził nabiał, w dodatku jadłam wtedy byle co - kupne soki (sądząc że są zdrowe) i niezdrowe przekąski (jako że jestem chora, wszystko mi wolno). Jako wegetarianka chorowałam  rzadziej, ale nie sądzę by miało to cokolwiek wspólnego z odżywianiem (mięso zastąpiłam nabiałem i jeszcze raz nabiałem niestety). Na weganizmie w końcu wzrosła u mnie świadomość w zakresie jedzenia, nabiał odszedł w zapomnienie, pojawiły się zielone koktajle (jarmuż♥), orzechy (nerkowce♥) i strączki. Zaczęłam suplementować witaminę D w okresie jesienno-zimowym i codziennie B12(!), od jakiegoś czasu do żelaznego zestawu dodałam chlorellę. Miałam cichą nadzieję, że to wszystko spowoduje wzrost odporności (gdyby jeszcze chciało mi się codziennie jeść świeżo zmielone siemię lniane). W międzyczasie pojawiła się praca w szpitalu, a to niestety pokomplikowało sprawy odporności. Pracując na hematologii powinnam być w 100% zdrowa, by dodatkowo nie narażać pacjentów, niestety tak łatwo nie jest. Wystarczyły słowa "coś mało choruję jako weganka", nowa praca i.. spadek odporności gotowy. Pochorowałam się pierwszego dnia pracy, żeby było śmieszniej załatwiałam wtedy sprawy formalne i na oddziale nie byłam nawet chwilę. ;) "Przechodziłam" chorobę, co podobno jest złe szczególnie dla serca, no cóż. Od tego czasu zdarzają mi się przeziębienia mniejsze i większe, znacznie częściej zanim zaczęłam pracę. Ciekawa jestem jak często bym chorowała mając bardziej przyjazną pracę w tym zakresie. Planuję wprowadzić codziennie picie zielonych koktajli z dodatkiem siemienia, ciekawa jestem czy to dużo zmieni w kwestii odporności. :)


Dzisiaj będą dwa dania. Idealne na osłabienie organizmu, bo nie musimy dużo czasu spędzać w kuchni, a dodatkowo zupa rozgrzewa za sprawą indyjskich przypraw. Ciasto musi być, bo jak chorować bez słodkości? ;) W końcu musimy mieć coś z chorowania, a bezkarne jedzenie ciasta to już coś.


 Aromatyczny krem z soczewicy (inspiracja)
1 szklanka czerwonej soczewicy
3-4 ziemniaki pokrojone w kostkę
2 marchewki
1 cebula
250 ml przecieru pomidorowego lub puszka pomidorów (dodałam jeszcze 70 g koncentratu pomidorowego dla podkręcenia koloru)
przyprawy: curry, kumin, kolendra, ostra i słodka papryka
(można zamienić na przyprawę garam masala)
sól, pieprz
1 litr bulionu warzywnego
Na rozgrzany olej wrzucam przyprawy. Po minucie dodaję pokrojoną w kostkę cebulę i smażę ją aż będzie szklista. Dodaję pokrojone warzywa (marchewkę i ziemniaki). Chwilę podsmażam. Dodaję soczewicę i zalewam bulionem. Gotuję na małym ogniu ok. 20 minut aż do momentu wszystko będzie miękkie. Soczewica powinna się rozpaść i nadać gęstości zupie. Na koniec dodaję przecier pomidorowy i ewentualnie koncentrat. Gotuję jeszcze kilka minut. W razie potrzeby przyprawiam solą i pieprzem.
 

 Ciasto ananasowo-kokosowe (źródło)
2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
1/4 szklanki oleju
1 łyżka sody
1 nieduża puszka ananasa (u mnie 560g)
1/2 szklanki wiórków koko 
Polewa czekoladowa: kakao, margaryna, cukier (te same proporcje) 
Zbenderować ananasa z syropem ananasowym (ja zostawiłam jeden plasterek ananasa i wrzuciłam go pokrojonego już nie miksując). Dodaję pozostałe składniki i mieszam. Piekę w natłuszczonej formie przez ok. 35 minut w 160°C.
Polewa: rozpuszczam margarynę, dodaję cukier i kakao, mieszam do rozpuszczenia cukru.
Na wystudzone ciasto  nakładam polewę. Opcjonalnie można posypać ciasto wiórkami kokosowymi.

A na koniec moje ostatnie zakupy z Vegekoszyka : )

Wegańskie sery Violife: naturalny, cheddar, zioła plastry, pizza plastry, ostra papryka do smarowania, pomidor i bazylia do smarowania, naturalny do smarowania. Bardzo ciekawa jestem jak smakują zwłaszcza te w plasterkach (lub "plajsterkach" jak się u mnie mówi). :) A poza tym: serek topiony naturalny, vege salami, najlepsza wegańska margaryna Alsan, płatki jaglane, karob, sól różowa i morska, vege przyprawa oraz wegańska karma dla psa (jedyna z dobrym składem dla zwierzaków na rynku polskim!).Tyyyyyle wegańskich substytutów nabiału, na szczęście nie zjem tego w tydzień. :)

P.S. Ostatnio w pracy usłyszałam jacy niektórzy są dziwni, że codziennie jedzą kaszę jaglaną. Pojawiło się też słowo karob i amarantus jako coś baaardzo dziwnego i zdrowego, ale żeby smacznego to nie. Ach, gdyby wiedzieli czym jest karob to by może zmienili zdanie. :)
Zobacz więcej >

Jak zrobić tartę by się nie zmęczyć

Uwielbiam śniadania na słodko, obiady i kolacje też. Może dlatego przepisy, jakie tutaj się pojawiają są w większości słodkie. Nic na to nie poradzę. Mam w głowie zwykle 10 pomysłów na ciasta i jeden na obiad. Krojąc cebulę płaczę (więc zwykle ktoś kroi za mnie), za to robiąc tort niesamowicie się cieszę, bo już wyobrażam sobie jak inni go zajadają. Na zły nastrój najlepsza jest czekolada, a na dobry dzień sorbet truskawkowy. Czekam z utęsknieniem na urodziny i święta, kolejny pretekst, by pichcić. ( :

Tylko co ja biedna mam w takim razie zrobić, kiedy przysypiam w pracy, w automacie jest tylko cola okropnego koncernu, a słodkości na horyzoncie brak? Dodatkowo nie należę do osób, które w kuchni robią więcej niż muszą, zwłaszcza w środku tygodnia, gdzieś pomiędzy pracą, czekaniem na spóźniony autobus, a czytaniem nie zawsze zrozumiałych książek.



To było moje trzecie podejście do tarty, drugie wegańskie i pierwsze bez użycia margaryny. Zależało mi na prostym przepisie, który zawsze mogę zrobić. Tak się złożyło, że w domu nie miałam nawet mąki pełnoziarnistej, więc składniki musiały być naprawdę podstawowe. Nie chciałam używać margaryny, bo znalezienie wegetariańskiej (czyli bez witaminy D3!) w Pl w sklepach stacjonarnych graniczy z cudem. Drugi powód to lenistwo, nie chciałoby mi się czekać aż się trochę roztopi i zwykle wyrabianie ciasta z margaryną jest bardziej pracochłonne, a olej jest dla zapracowanych leniuchów (jedno drugiego nie wyklucza). I tak powstało pyszne, proste, klasyczne ciacho. Oczywiście większość została zjedzona zanim zrobiłam zdjęcia (jak zwykle). : )



 (Wegańska) tarta z jabłkami i gruszkami z własnego ogródka
Ciasto inspiracja
 2 szklanki mąki
 1/4 szklanka cukru
 3 łyżki zmielonych orzechów włoskich
 1/3 szklanki oleju
 1/3 szklanka wody
 1 łyżka soku z cytryny
Dodatkowo
  2 jabłka
 ♥ 2 gruszki


Składniki na ciasto mieszam i wyrabiam ciasto. Umieszczam w formie do tarty i wstawiam na 20 minut do lodówki. W tym czasie obieram jabłka, gruszki i kroje w plasterki. Formę z ciastem wyciągam z lodówki i układam owoce. Wstawiam do nagrzanego piekarnika do 190 stopni i piekę 35 minut. Smacznego!
Zobacz więcej >

Puchate ciasto z owocami

Eh. To lato było wyjątkowe i wyjątkowo szybko minęło. Używam czasu przeszłego, bo pierwsze zimniejsze dni już za nami, a dla mnie wystarczy odrobina chłodu, by zacząć sięgać po gorącą herbatę, haha. :) W ciągu tych 2-3 miesięcy zdarzyło się tyyyyle. Skończyłam studia, ile to ja się namęczyłam z psychologią to tylko ja wiem. ;) Zakończyłam poważny związek. Wróciłam do domu rodzinnego, choć twierdziłam, że nigdy, przenigdy tego nie zrobię. Mimo, że od tego wszystkiego minęły 2 miesiące, wciąż nie mogę się przyzwyczaić, zwłaszcza do miasta. W dodatku dziś się dowiedziałam, że za tydzień zaczynam pracę. Pierwszą, poważną, jakimś cudem związaną ze studiami. Wciąż nie mogę uwierzyć, że kiedy ktoś mnie pyta o zawód, to odpowiadam tak po prostu "psycholog". (; Ile to razy ostatnio usłyszałam, że w Polsce wschodniej nie ma pracy, że o pracy w zawodzie mogę zapomnieć, że przecież przyjaciółka znajomej sąsiada też próbowała i nic. Straszliwie nie lubię podcinania skrzydeł, a zwłaszcza na początku drogi czy to zawodowej czy bardziej prywatnej.

Tak sobie myślę, że w mniejszym mieście wcale nie jest trudniej, także jeśli chodzi o weganizm. Owszem, szkoda mi, że zamknięto Green Way, ale nie będę rozpaczać. Wystarczą mi bary, gdzie zawsze mogę liczyć na proste połączenie ziemniaków i surówek. O kawie na mleku roślinnym też początkowo nie marzyłam, ale wystarczyło popytać. Na początku w kawiarni Bella Vita mleko sojowe bywało, a teraz już jest w stałej ofercie. Szkoda tylko, że nadal nie widnieje w menu.

Teraz może w końcu o pichceniu. Kto nie zna puszki? :) Oj, chyba każdy zna. To portal, który początkowo mnie ratował w sytuacjach wegetariańsko-kryzysowych. Po przejściu na weganizm służy mi bardziej jako źródło inspiracji. Znalazłam tam przepis na pewne ciasto. Nie podobała mi się wielka ilość mąki i innych składników, więc zmniejszyłam porcje.



Zamieszczam ten przepis z kilku powodów. Szukałam całe lato idealnego przepisu na ciasto, a jestem bardzo wybredna. Powinno być ze składników, które zawsze mamy w domu (więc chcąc nie chcąc np. tofu i mleko koko odpada). Musi pasować do wszystkich owoców i musi być puszyste! I takie właśnie jest. Do tego proporcje zawsze będą pod ręką, kiedy będę chciała je zrobić ponownie.




Puchate (wegańskie) ciasto z owocami (źródło)

♥ 2,5 szklanki mąki
♥ 3/4 szklanki cukru
♥ 2 łyżeczki sody
♥ 1 szklanka i 2 łyżki wody gazowanej lub napoju (u mnie gazowany tymbark pomarańczowy)
♥ 6 łyżek oleju
2 łyżki octu
♥ kilka kropel aromatu waniliowego
♥ owoce: u mnie maliny i borówki z ogródka

Mieszam suche składniki. Następnie dodaję wodę gazowaną, olej, aromat. Mieszam i na sam koniec dodaję kilka kropel aromatu waniliowego. Miksuję i wylewam do foremki (u mnie o średnicy 26 cm). Następnie układam owoce na wierzchu. Niecierpliwym polecam duże owoce, np. śliwki. A tym cierpliwszym polecam maliny i borówki. Piekę ok. godziny w 180 stopniach.  



Zobacz więcej >
Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka