Wegańska Wielkanoc

Od kilku lat przygotowuję wegańskie dania na święta. Nie mogę powiedzieć, że jest łatwiej czy trudniej, bo za każdym razem gotuję coś trochę innego. Za to nauczyłam się innej, bardzo ważnej rzeczy dla mnie. Poświęcam jeden dzień na przygotowania, nie więcej. Nie mam potrzeby brać urlopu, a jeśli już to by odpoczywać, nie gotować kilka dni. Tego jednego dnia nie denerwuję się, że z czymś nie zdążę. Nie zdążę to tego nie robię i to nie jest problem. :)
Zdjęcia tym razem pochodzą z dzisiejszego świątecznego śniadania, które było w małym gronie.


Pasztet z buraków i fasoli z dodatkiem żurawiny według przepisu Sojaturobie. Nie jest to danie, które jadłabym codziennie, ale na święta sprawdził się całkiem nieźle.

Miałam stanowczo dość robienia sałatki jarzynowej na święta. Postanowiłam zrobić inną z tego, co akurat przyszło mi do głowy. Wielkanocną sałatkę zrobiłam z marynowanych pieczarek, ogórków kiszonych, czerwonej cebulki, majonezu sojowego. Sojonez zrobiłam z mleka sojowego według przepisu Jadłonomii. Dodałam od siebie sporo musztardy czosnkowej, dzięki czemu smak majonezu jest jeszcze lepszy.

Z bulionu powstał żurek, który nie załapał się na zdjęcia, a z ugotowanych warzyw coś upiekłam. To pomidorowy, bardzo aromatyczny pasztet według przepisu Jadłonomii. Nic się nie może zmarnować, w dodatku wyszedł przepyszny. Smakował wszystkim. *_*

Tradycyjnie zrobiłam jajka faszerowane czyli ziemniaki z pastą bezjajeczną. Przepis już był na blogu.

Roladki sojowe, zrazy czy jakkolwiek to nazwiecie. Troszkę pracochłonny, ale moim zdaniem wybitny przepis z bloga Vegenerat Biegowy. Zrobiłam od razu podwójną porcję. Roladki posmarowałam dobrej jakości musztardą i faszerowałam papryką z ogórkiem kiszonym. Podawałam z sosem pieczeniowym z torebki, żeby nie było, że wszystko zrobiłam w domu od początku do końca. Rodzina nie chciała uwierzyć, że ciemny sos pieczeniowy jest wegański. Mogłabym jeść te roladki codziennie... :)

Drugie podejście do mazurków. Pierwsze w tamtym roku było zakończone przedwcześnie - ciasto mi nie wyszło. W tym roku było bez problemu. Korzystałam z przepisów od Jadłonomii na spody i masę kokosową oraz z innego przepisu na przepyszny krem daktylowo-kawowy. Ciasta było trochę za mało mimo, że korzystałam z mniejszych blach i jedno łamało się. Gdyby nie to mazurkom nie można byłoby niczego zarzucić.

Na koniec najlepsze z najlepszych: orzechowy torcik według przepisu Wegan Nerd. Zarówno biszkopt jak i masa orzechowa wyszły świetnie. Na górze masę orzechową polałam niedbale rozpuszczoną czekoladą orzechową i ozdobiłam z brzegu płatkami migdałowymi. To zdecydowanie lepsza opcja niż polanie całej powierzchni czekoladą, co zawsze stosowałam. Takie to wyszło pyszne, że jadłabym tylko to, a nie pasztety i sałatki. ;)
Zobacz więcej >

Google+ Followers

Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka