Weganka w Portugalii



W Portugalii zakochałam się jeszcze zanim tu przyjechałam. Kiedyś moja mama przywiozła mi stąd cudowne zdjęcia pełne turkusowego oceanu i kilka kilogramów pomarańczy w smaku zupełnie nie przypominających tych dostępnych w Pl. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam sama planować i rezerwować wakacje bez pomocy biura podróży. Nie wiem czemu niektórzy tego się boją, nie ma nic lepszego. To daje ogromne możliwości. Nigdy nie robisz tego co trzeba, tylko na co masz ochotę. Nie chodzisz po utartych szlakach pełnych turystów, tylko tam gdzie Cię poniesie. Teraz sama mogłam zobaczyć Lizbonę i jej okolice. Trudno nie polubić tych wąskich, często bardzo stromych uliczek, magicznych punktów widokowych i najpiękniejszych plaż na wyciągnięcie ręki. Już dawno porzuciłam plany na odhaczanie wszystkich najważniejszych punktów podróży. Wolę cieszyć się wakacjami, zwiedzać i leżeć nad oceanem kiedy tego chcę.


Hamburgueria do Bairro, kilka lokalizacji, m.in. Rua dos Industriais 9
Trafiłam tu zupełnie przypadkiem. Wylądowałam strasznie późno w Lizbonie i ruszyłam na poszukiwanie sklepu. Bez mapy czy pomocy happycow trafiłam do baru, gdzie jest kilka wegańskich burgerów w zestawie z frytkami ziemniaczanymi lub ze słodkich ziemniaków (te podają dużo bardziej tłuste). Jedzenia niestety nie mogę polecić, dostałam zimnego i suchego burgera. 


Celeiro, kilka lokalizacji. m.in.  Rua 1 de Dezembro 65.

Najlepiej zaopatrzony sklep w wege produkty w Lizbonie: jogurty sojowe kilku firm, tofu Bio bardziej miękkie niż te dostępne w Pl, kiełbaski z seitanu najlepsze z najlepszych. Mieli też ogromny wybór kosmetyków, ale głównie tych z wysokiej półki.  



Jardim das Cerejas, Calçada do Sacramento 36
Wegetariańska restauracja z bufetem (all-you-can-eat-buffet). Można tu spróbować m.in. pakory, curry z tofu i warzywami, roladek z cukinii, gulaszu, kuskusu w wersji pikantnej. Wszystko było smaczne, ale część dań smakowała jakby była kilkakrotnie odgrzewana. Na happycow wielokrotnie pojawia się informacja, że wszystkie dania są wegańskie. Na miejscu trudno było uzyskać taką informację, więc na wszelki wypadek unikałam białego sosu.


Torre de Belém, u ujścia rzeki Tag do oceanu.

Jogurty Provamel biją na głowę Joyę i Sojasun. Naturalny bez cukru spokojnie może zastąpić kefir, a waniliowy konsystencją przypomina jogurt pitny. 

Indyjska restauracja w Cascais. Wybrana przypadkowo, ale nie zdziwiłam się ze sporego wyboru dań vege. Na zdjęciu samosy w towarzystwie soku z mango.

Świeże figi. Nie ma lepszych owoców na świecie.

Bez zastanowienia nazwałabym to miejsce speluną. Wiem, że zdjęcie jest mało apetyczne, ale musi być, żeby choć trochę zobrazowało sytuację. Po tym jak wegetariańskie miejsce na Rua Francisco Sanches okazało się zamknięte (wymyślili sobie miesięczne wakacje...) wylądowałam tutaj. Początek był słaby. W środku nieprzyjemnie, na zewnątrz kilka stolików w kiepskim stanie, tuż przy koszu na śmieci i ulicy. Miejsce reklamujące się jako dla wegetarian, znalazłam w menu chyba aż 3 vege dania. Czy są wegańskie trzeba było się domyślać. Zapytanie obsługi nie miało wielkiego sensu, chyba że znacie język portugalski. Dostałam przystawkę (w cenie dania głównego) składającą się z batatów podanych na ostro i chlebka indyjskiego. Później było godzinne oczekiwanie na danie główne, nikomu się nie śpieszyło, nawet pani, która w międzyczasie spacerkiem poszła po składniki do sklepu... Skończyło się całkiem nieźle. Warzywa w tempurze i curry z warzywami to jedne z lepszych dań indyjskich, jakie kiedykolwiek jadłam.


Os Tibetanos, Rua do Salitre 117
Jestem totalnie oczarowana tą wegetariańską restauracją i wcale nie za sprawą białego porto. ;) Raczej za klimat tego miejsca, wspaniałe jedzenie i przemiłą obsługę. Dobrze, że ją znalazłam w dniu wyjazdu, bo inaczej chciałabym spróbować tam każdego wegańskiego dania. Mają menu po angielsku z zaznaczonymi wegańskimi daniami. Jadłam pierożki z farszem z seitanu, próbowałam też przepysznego tofu w sosie mango.

Costa da Caparica
Zobacz więcej >

Oliwkowa pasta z bobu i tofu

Prawie wszystkie pomysły na pasty do chleba nie biorą się u mnie z inspiracji książkami kucharskimi czy blogami, zdecydowanie nie z przemyślenia i tworzenia dokładnej listy zakupów. Powstają zwykle po tym jak słyszę "nie mamy nic na kanapki i co my teraz zrobimy?". To mnie mobilizuje. Zastanawiam się jak można zadawać takie pytania, kiedy mamy tyle roślinnych możliwości. Tym razem padło na niewdzięczny bób, który dla wielu osób jest zmorą. Pojawił się już na blogu przy okazji kotletów jaglanych. Można go oczywiście ugotować i zjeść prosto z miseczki, co pewnie wielu z Was robi, ale warto także zrobić z niego pastę.


Oliwkowa pasta z bobu i tofu 
♥  250 g bobu
♥  pół kostki tofu (90g)
♥  10 zielonych oliwek
♥  spory ząbek czosnku 
♥ łyżka soku z cytryny
♥  łyżeczka sosu sojowego 
♥  łyżka czosnku niedźwiedziego
♥  świeżo zmielony pieprz
Bób gotuję, po czym miksuję go z tofu, oliwkami i czosnkiem. Dodaję czosnek niedźwiedzi, pieprz i jeśli chcemy uzyskać bardziej słoną pastę dodaję sos sojowy. Wszystko mieszam.

Zobacz więcej >

Witariańskie śniadanie: gryczanka


Czas na najlepszą witariańską alternatywę dla owsianki.

Witariańska owsianka: gryczanka
szklanka kaszy gryczanej niepalonej
3 banany
10 daktyli
sezonowe owoce np. truskawki
Kaszę gryczaną razem z daktylami zalewam wodą i odstawiam na noc. Rano odlewam wodę. Kaszę miksuję z daktylami oraz bananami. Kilka truskawek kroję, dorzucam do gryczanki i mieszam. Całość przekładam do słoików, na wierzch układam sezonowe owoce.

Zobacz więcej >

Google+ Followers

Zielone Love © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka